Główna > Artykuły, Historia > Śmierć w Gibraltarze

Śmierć w Gibraltarze

2 February 2007
* * * * * 3 głos(y/ów)
Leave a comment Go to comments

GibraltarŚmierć w Gibraltarze: Tragiczny wypadek czy zamach ?

Czwartego lipca 1943 samolot generała Władysława Sikorskiego – premiera rządu polskiego na emigracji i naczelnego wodza Polskich Sił Zbrojnych rozbił się nieopodal brytyjskiego Gibraltaru. Oficjalnie nie ustalono przyczyn katastrofy lecz stanowczo wykluczono zamach, mimo iż generał Sikorski na brak wrogów narzekać nie mógł. Komu zależało na pozbyciu się polskiego generała ? Przy dokładnym zastanowieniu się odpowiedź może zaskakiwać… Wszystkim.

Prolog

Na scenę dramatu drugowojennego generał Władysław Sikorski wkroczył we wrześniu 1939 roku, lecz nie jak się można spodziewać jako dowódca wojskowy a jako polityk. Po niemieckim ataku na Polskę mimo tego, że zgłosił się do dyspozycji Sztabu Generalnego nie otrzymał żadnego przydziału. Pod koniec września, gdy było już wiadomo, że Wojsko Polskie kampanię przegrało, a Sztab Generalny nie ma zamiaru skorzystać ze zdolności dowódczych generała Sikorskiego – weterana pierwszej wojny i wojny polsko-bolszewickiej, Sikorski przedostał się do Francji, gdzie 30 września został premierem polskiego rządu na emigracji, a 7 listopada Naczelnym Wodzem Sił Zbrojnych.
Jego wkład w odbudowę Wojska Polskiego we Francji i tworzenie sieci konspiracyjnej w okupowanym kraju był niezaprzeczalny. Głównie dzięki jego staraniom prawie 85-tysięczna armia polska mogła ponownie stanąć do walki z Niemcami podczas Kampanii Francuskiej i zapisać krwią kolejną chwalebną kartę historii polskiego oręża.
Niestety ich ofiara straciła jakikolwiek sens w chwili podpisania kapitulacji Francji.
Generał Sikorski dotarł do Londynu, samolotem przysłanym specjalnie przez Winstona Churchilla – premiera Wielkiej Brytanii, ostatniego sojusznika Polski w walce z nazistowskimi Niemcami. Po otrzymaniu zapewnienia, że Anglia nie zamierza się poddawać, generał przystąpił do energicznych działań mających na celu ewakuację polskiej armii z kontynentu na wyspy brytyjskie.
Udało się ewakuować niespełna 18 tysięcy żołnierzy, jednak wobec słabości armii brytyjskiej była to licząca się siła.
W Anglii, generał Sikorski po raz kolejny przystąpił do odtwarzania Polskich Sił Zbrojnych i nawiązania łączności z okupowanym krajem. Warto zaznaczyć, że do przystąpienia do wojny Stanów Zjednoczonych w grudniu 1941, Polska była najważniejszym sojusznikiem Wielkiej Brytanii, reprezentowanym przez największy, cudzoziemski kontyngent wojskowy na wyspach.
Mimo wielkich zasług dla sprawy polskiej, swoim działaniem generał przysporzył sobie wielu wrogów. Najwięcej miał ich wśród własnych rodaków na emigracji, za sprawą pozbawiania stanowisk ludzi związanych z obozem sanacyjnym, spadkobiercami Piłsudskiego, rządzącymi krajem do roku 1939. W lipcu 1940 roku prezydent Rzeczpospolitej na emigracji – Władysław Raczkiewicz podjął nawet próbę odwołania generała ze stanowiska premiera. Zakończyła się ona niepowodzeniem ze względu na kategoryczny sprzeciw Brytyjczyków. Spory wewnątrz rządu a także otwarty konflikt między prezydentem a premierem osiągnęły punkt kulminacyjny w lipcu roku 1941 wraz z nową sytuacją jaka wytworzyła się w Europie.

Wróg przyjacielem

22 czerwca 1941 roku Niemcy po wcześniejszym opanowaniu Polski, Danii, Norwegii, Holandii, Belgii, Luksemburga, Francji, Jugosławii i Grecji rozpoczęły wojnę ze Związkiem Radzieckim. W tej sytuacji kolejny zaatakowany przez Hitlera kraj stał się naturalnym sojusznikiem wciąż walczącej Anglii. Sytuację jednak komplikowała postawa Sowietów z pierwszych dwóch lat wojny, kiedy to wspomagali Niemców surowcami, akceptowali jego podboje a we wrześniu 1939 roku, zgodnie z postanowieniami paku Ribbentrop-Mołotow dokonali wspólnie z Niemcami rozbioru Polski.
Wielka Brytania znalazła więc sojusznika, który jednocześnie był wrogiem jej najważniejszego sojusznika – Polski. Sytuacja wymagała jednak połączenia wysiłków w celu pokonania Hitlera. Premier Churchill naciskał na generała Sikorskiego by polski rząd nawiązał z Sowietami stosunki dyplomatycznie, zerwane wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej do Polski, 17 września 1939 roku.
Generał Sikorski nie mógł przeciwstawić się tym naciskom. W lipcu 1941 podpisał z ambasadorem radzieckim w Londynie, Iwanem Majskim układ normalizujący stosunki z Związkiem Radzieckim i zakładającym stworzenie polskiej armii na wschodzie.
Nietrudno wyobrazić sobie skalę krytyki jakiej odtąd został poddany generał ze strony swoich rodaków. Oskarżano go o prowadzenie ugodowej polityki wobec Stalina lub nawet otwarcie mówiono o zdradzie. Nie dostrzegano, że umowa Sikorski-Majski, jak zwykło się ją nazywać od nazwisk sygnatariuszy, uratowała życie dziesiątkom tysięcy polskich obywateli więzionym w Związku Radzieckim.

Problemy Polskich Sił Zbrojnych

Armia polska w Wielkiej Brytanii podczas reorganizacji musiała zmierzyć się z szeregiem problemów. Najważniejszym była nadwyżka oficerów i brak wystarczającej ilości szeregowców. Polonia w Anglii była nieliczna i nie była w stanie zmienić tych proporcji, a najbliższym zapleczem mogła być tylko Francja, lecz ta jak wiadomo została pokonana. Również szlaki ewakuacyjne z Węgier i Rumunii zostały przerwane. Po klęsce Francji wydawało się, że wojna jest w zasadzie dla Aliantów przegrana, a wszelka pomoc im udzielona może sprowokować jedynie triumfujących Niemców do podjęcia drastycznych działań.
Generał Sikorski planował rozpocząć rekrutację w Afryce i Ameryce Południowej jednak rezultaty tych akcji były mizerne. Pozostał jeden kontynent, w którym można było uzupełnić braki Polskich Sił Zbrojnych – Ameryka Północna, a przede wszystkim Stany Zjednoczone i Kanada…
Z wyjątkiem jednego rejsu do Stanów Zjednoczonych pancernikiem Royal Navy HMS Revenge, premier polskiego rządu podróżował samolotem, zazwyczaj doraźnie przeznaczonymi do tego celu ciężkimi bombowcami, które z paroma zaimprowizowanymi zmianami nie gwarantowały przesadnego komfortu lotu. W roku 1941 generał Sikorski odbył podróż do Stanów Zjednoczonych, pod koniec roku również na Bliski Wschód i do Związku Radzieckiego. Podczas tych podróży nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego. Były one spokojne i bezpieczne. Dopiero w roku 1942 pojawiły się niepokojące sygnały, które jednoznacznie wskazywały, że generał Sikorski jest w niebezpieczeństwie.

Wcześniejsze zamachy ?

W pierwszych miesiącach 1942 roku premier polskiego rządu miał zamiar udać się w kolejną podróż do Stanów Zjednoczonych. Powodem wizyty miało być w głównej mierze zdobycie poparcia prezydenta Franklina Roosevelta dla polskiego sprzeciwu wobec negocjowanego właśnie traktatu sojuszniczego między Wielką Brytanią a Związkiem Radzieckim, który zawierał brytyjską zgodę na uznanie sowieckiej granicy zachodniej zgodnie ze stanem z końca roku 1939. Oznaczało to, że ziemie polskie wcielone do Związku Radzieckiego na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow miały po zakończeniu wojny pozostać pod władzą sowiecką, co dla Polaków oznaczałoby katastrofę.
Generał Sikorski wielokrotnie protestował przeciw takiemu rozwiązaniu, powołując się na (podpisaną 14 sierpnia 1941 roku) tzw. Kartę Atlantycką. Dokument ten podpisany zarówno przez Churchilla jak i Roosevelta stanowczo wykluczał jakiekolwiek zmiany terytorialne w powojennej Europie bez zgody zainteresowanej ludności. Domagał się by Kartę Atlantycką podpisali również Sowieci. Niestety nie zyskał poparcia ze strony premiera Churchilla. Sytuacja na frontach na początku 1942 była dla Aliantów niezwykle poważna: Stany Zjednoczone po Pearl Harbor zostały przez Japonię zepchnięte do całkowitej defensywy na dalekowschodnim teatrze działań wojennych. Anglia, mimo iż na jakiś czas oddaliła widmo niemieckiej inwazji nadal była bardzo osłabiona. W Afryce Północnej wojska Osi powoli zyskiwały przewagę… Związek Radziecki co prawda powstrzymał niemiecki marsz na Moskwę, lecz nie był na tyle silny by przejść do ofensywy…
Priorytetem miało być pokonanie państw Osi w Europie i w osiągnięciu tego celu – jak mawiał Churchill – „konieczne jest sprzymierzenie się nawet z diabłem”. Sprawa polskiej granicy wschodniej była bez znaczenia…
Wobec tego generał Sikorski postanowił przekonać do swego stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Lot ze Szkocji do Kanady, trwający prawie 18 godzin przebiegł bez zakłóceń. Co prawda minister Zygmunt Kaczyński twierdził, że czuł podczas lotu zapach przypominający paloną gumę, ale widocznie nie mogło być to nic groźnego skoro samolot bezpiecznie wylądował w Kanadzie. Po wylądowaniu pułkownik Bohdan Kleczyński, który odbywał lot wraz z generałem Sikorskim by objąć stanowisko attache lotniczego w polskiej ambasadzie w Waszyngtonie, poinformował pułkownika Leona Mitkiewicza, współpracownika generała, że odkrył na pokładzie samolotu świecę zapalającą. Według jego relacji była ona już rozgrzana, lecz udało mu się ją rozbroić dosłownie w ostatniej chwili, jako dowód przedstawił wspomnianą świecę. Sprawą od razu zajął się wywiad kanadyjski, który potwierdził wersję przedstawioną przez Kleczyńskiego. Ustalono, że była to świeca zapalające produkcji brytyjskiej, służąca do niszczenia samolotów. Miała ona pochodzić z arsenału brytyjskiej organizacji sabotażowej SOE, która zajmowała się sabotażem w okupowanych krajach europejskich. Nie rozwiązano jednak zagadki w jaki sposób świeca ta znalazła się w samolocie…
Po powrocie Sikorskiego do Wielkiej Brytanii sprawą zajął się MI5 – kontrwywiad brytyjski. Kleczyński podczas przesłuchań przyznał się, że to on wniósł świecę na pokład, a swym działaniem chciał zaimponować generałowi. Został on odwołany z funkcji attache lotniczego z Waszyngtonu, lecz poza tym nie poniósł żadnych konsekwencji. Na krótko przed śmiercią w roku 1944 miał wyznać, iż jednak chciał zabić Sikorskiego, ponieważ nie zgadzał się z jego polityką. Do dziś niewiadomo jednak czy działał sam czy w zorganizowanej grupie.
To zdarzenie można interpretować wielorako. Można dopatrywać się w nim zamachu bądź desperackiego kroku podjętego przez jednego z niezadowolonych oficerów. Zastanawiający jest jednak fakt, iż pułkownik Kleczyński nie poniósł niemal żadnych konsekwencji swoich działań, które przecież narażały życie głowy państwa. Czy możliwe jest, że podczas przesłuchań zdecydował się współpracować z MI5 i, że za gwarancję braku konsekwencji swojego działania, przyznał się do winy ? Jest to tylko pierwszy z szeregu znaków zapytania w sprawie śmierci generała Sikorskiego…

Po „incydencie” z Kleczyńskim, co zrozumiałe wzmocniono ochronę generała. Brytyjczycy również rozpoczęli zbieranie informacji o przeciwnikach generała Sikorskiego z grona jego rodaków. Prowadzono podsłuch telefoniczny oraz kontrolę korespondencji. Nie wykryto jednak żadnych przesłanek mogących wskazywać na próbę zamachu na Naczelnego Wodza.
Pod koniec roku 1942, premier polskiego rządu po raz trzeci udał się w podróż do Stanów Zjednoczonych. Do Montrealu z Wielkiej Brytanii generał przyleciał bombowcem typu Liberator. Tam miał przesiąść się do innego samolotu typu Lockheed Hudson i wyruszyć w dalszą podróż do Waszyngtonu. Zaraz po starcie oba silniki nagle, z niewyjaśnionych przyczyn zgasły. Pilot cudem zdołał ponownie wyciągnąć podwozie i wylądować na polu tuż za lotniskiem. Maszyna mimo, iż poważnie uszkodzona na szczęście nie wybuchła i dzięki temu Naczelny Wódz uszedł z życiem. Skończyło się na strachu i kilku niegroźnych obrażeniach…
Do dziś nie wiadomo co tak naprawdę było przyczyną nagłej awarii obu silników. Sprawą zajęła się policja kanadyjska, której śledztwo wykluczyło możliwość zamachu, ale też nie wskazało przyczyn katastrofy samolotu. Jest to co najmniej dziwne, bowiem maszyna w całości ocalała… Sam generał Sikorski zbytnio nie przejął się tą sprawą i potraktował ją w kategoriach nieszczęśliwego wypadku.
Godne uwagi jest jednak to, że jest to drugie podobne wydarzenie, które miało miejsce podczas podróży Naczelnego Wodza w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Czy był to zamach ? Jeżeli nie to dlaczego policja kanadyjska nie podała przyczyn awarii silników, mimo iż samolot w całości ocalał ? Podobnych pytań można stawiać wiele. Na żadne jednak nie uzyska się stuprocentowo pewnej odpowiedzi. Możemy polegać jedynie na domysłach i przypuszczeniach, a te jak wiadomo często bywają mylące.

„W porannym brzasku, w katyńskim lasku strzelali do nas Sowieci…”

Prawdziwi kryzys w napiętych i tak już stosunkach między polskim rządem emigracyjnym a władzami Związku Radzieckiego pojawił się wiosną 1943 roku. W kwietniu niemieckie ministerstwo propagandy oznajmiło o odkryciu masowych grobów polskich oficerów w lesie koło miejscowości wypoczynkowej Katyń, na zachód od Smoleńska. Liczbę ciał wstępnie oszacowano na cztery tysiące. Ich stan miał wskazywać na to, że zbrodni dokonano na wiosnę roku 1940, przed niemiecką inwazją na Związek Radziecki. Dla Polaków w kraju i zagranicą był to szok. Generał Sikorski, który podczas swojego pobytu w Moskwie na pytanie o los tysięcy polskich oficerów wziętych do niewoli we wrześniu 1939 roku, otrzymał od Stalina odpowiedź, że zaginęli i być może uciekli do Mandżurii, natychmiast zażądał od wyjaśnień ze strony sowieckiej. Gdy te nie pojawiły się, zwrócił się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z prośbą o zbadanie całej sprawy. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że jego prośba zbiegła się w czasie z podobną, złożoną przez Niemców. Stalin wykorzystał to jako pretekst do zerwania stosunków dyplomatycznych z rządem londyńskim, oskarżając jednocześnie Polaków o współpracę z Niemcami przeciw Związkowi Radzieckiemu.
Antagonizmy w obozie sojuszników natychmiast chcieli wykorzystać Niemcy by skłócić Aliantów i doprowadzić do zerwania niebezpiecznego dla nich sojuszu. Temu za wszelką cenę starał się zapobiec Churchill, bowiem na wiosnę 1943 roku szala zwycięstwa nadal – mimo iż nieznacznie – znajdowała się po stronie państw Osi. Brytyjczycy i Amerykanie podjęli działania mające na celu załagodzenie całej sytuacji, lecz na skutek niezłomnej postawy generała Sikorskiego, który domagał się wyjaśnienia całej sprawy, działania te zakończyły się niepowodzeniem. Od tej pory szef polskiego rządu wydaje się być dla Aliantów postacią bardzo niewygodną, mogącą zakłócić jedność koalicji antyhitlerowskiej. Generał zyskał więc prawdopodobnie nowych wrogów tym razem spoza grona rodaków.

Inspekcja

Nocą 24 maja 1943 roku Naczelny Wódz wyleciał do Gibraltaru, który był przystankiem w drodze do Kairu. Losy wojny odwróciły się diametralnie. Jeszcze rok wcześniej wydawało się, że zwycięstwo Aliantów jest dalej niż kiedykolwiek. Państwa Osi triumfowały niemalże na wszystkich frontach. W maju 1943 roku, sytuacja przedstawiała się dla nich już bardzo źle. Kampania w Afryce Północnej była już w zasadzie rozstrzygnięta. Kwestią najbliższych miesięcy wydawało się lądowanie na Sycylii – arcyważnej wyspie na Morzu Śródziemnym. Potęga niemieckiej armii została złamana daleko na wschodzie, nad rzeką Wołgą, w Stalingradzie, w którym Sowieci unicestwili całą 6 armię generała, później marszałka von Paulusa. Również Japończycy zmuszeni zostali do oddania inicjatywy wojskom sprzymierzonym na dalekim wschodzie. Czuło się, że oto właśnie nastąpił punkt zwrotny wojny. Generał Sikorski nie był z tego powodu przesadnie zadowolony. Po bitwie stalingradzkiej stało się jasne, że wkrótce Armia Czerwona ruszy na zachód, w kierunku Berlina, wkraczając przy okazji do państw Europy Środkowej i Wschodniej. Oznaczało to, że najprawdopodobniej Polskę „wyzwolą” Sowieci, a nie jak wcześniej zakładano alianci zachodni. Była to o tyle kłopotliwa sytuacja, że po „sprawie katyńskiej” polski rząd na emigracji nie utrzymywał stosunków dyplomatycznych z Moskwą.
Naczelny Wódz za cel swojej podróży na Bliski Wschód obrał inspekcję znajdującej się w Iraku polskiej armii generała Andersa, początkowo formowanej w Związku Radzieckim, a po zerwaniu stosunków ewakuowanej na Bliski Wschód. Wiadomości jakie dochodziły do Londynu były bardzo niepokojące. Podobno wśród żołnierzy Andersa nastroje były bliskie wrzenia za sprawą kryzysu w stosunkach polsko-sowieckich. Wielu z nich bowiem – uciekinierów z radzieckich łagrów – pozostawiło w Związku Radzieckim swoje rodziny lub za sprawą zbrodniczej polityki Stalina straciło je tam. Nadal żywe były oskarżenia wysuwane pod adresem generała Sikorskiego jakoby niby prowadził politykę ugody z Sowietami, a sytuację zaogniał personalny konflikt Naczelnego Wodza z generałem Andersem. Stan i nastroje polskiej armii na Bliskim Wschodzie niepokoiły nawet samego Churchilla, który to właśnie podsunął generałowi Sikorskiemu pomysł inspekcji wojska w Iraku by nieco uspokoić rodaków. Data powrotu nie została ustalona. Naczelny Wódz wspominał o chęci odwiedzenia Algieru, lecz pod wpływem delikatnej perswazji premiera Wielkiej Brytanii zrezygnował z tych planów.
Nim jednak wylądował w Gibraltarze w drodze do Kairu w Londynie miała miejsce bardzo dziwna sytuacja:
26 maja 1943 roku, pracownicy londyńskiego biura Naczelnego Wodza zanotowali kilka niepokojących, anonimowych telefonów. „Samolot generała Sikorskiego rozbił się w Gibraltarze – miał po polsku oznajmić tajemniczy głos – Nikt z pasażerów nie ocalał…” Wiadomość tą potraktowano jako głupi żart, bowiem do Londynu dotarły już informacje o bezpiecznym lądowaniu generała w brytyjskiej kolonii. Co ciekawe według ministra Karola Popiela podobne dziwne telefony miały miejsce ponad miesiąc wcześniej, gdy Naczelny Wódz odwiedzał Gibraltar po raz pierwszy. Głos również po polsku miał zapytać „czy minister słyszał o śmierci generała w katastrofie lotniczej w pobliżu Gibraltaru”. Jeżeli wierzyć tej relacji to teza jakoby Naczelny Wódz zginął w wypadku lotniczym staje się zupełnie nieprawdziwa. Co ciekawe Liberator, którym podróżował premier miał wyruszyć w podróż powrotną z Kairu rano 3 lipca jednak lot przełożona na skutek problemów z dwoma silnikami maszyny. Jak się później okazało była to usterka przewodu paliwowego, po której wyeliminowaniu samolot wyleciał do Gibraltaru, w którym wylądował po południu.

Dwaj goście

Generał MacFarlan, gubernator Gibraltaru wiadomość o przybyciu premiera rządu polskiego otrzymał dopiero 3 lipca rano. Został postawiony w bardzo kłopotliwej sytuacji, bowiem tego samego dnia do Gibraltaru miał przylecieć radziecki ambasador Iwan Majski, z którego rządem jak wiadomo Polacy nie utrzymywali stosunków dyplomatycznych. By nie stawiać obydwu gości w niezręcznej sytuacji generał MacFarlan wysłał do Londynu depeszę, w której oznajmiał, iż nie jest w stanie udzielić gościny ambasadorowi Związku Radzieckiego ze względu na planowaną wizytę polskiego premiera. Brytyjskie Foreign Office zgodziło się przesunąć przylot ambasadora Majskiego o 24 godziny.
3 lipca o godzinie 16:40 Liberator generała Sikorskiego wylądował w Gibraltarze. Warto wspomnieć, że prócz głównego pasażera jakim był Naczelny Wódz, na „Skałę” – jak mówiono o Gibraltarze – przybyli również trzej Brytyjczycy, których zabrano na pokład w Kairze. Ich dokładna tożsamość nie jest znana do dziś.

Katastrofa w Gibraltarze

Po niedługim czasie spędzonym w twierdzy, który generał Sikorski przeznaczył głównie na odpoczynek, późnym wieczorem 4 lipca 1943 roku Liberator wyruszył w drogę powrotną do Londynu. Po jego starcie na płycie lotniska znaleziono worek z pocztą, który w nie wyjaśniony sposób wypadł z samolotu. Sam lot trwał zaledwie kilkanaście sekund. Liberator zdawał się nie móc nabrać wysokości i począł gwałtownie schodzić w dół lotem ślizgowym. Przy prędkości około 150 mil uderzył w powierzchnię morza. Tak całe zajście opisywał we wspomnieniach porucznik Łubieński:
“Widać było ciemną masę samolotu na tle nieba, jak również jego światła pozycyjne. Światła szły prawidłowo ku górze, potem poziomo, aż nagle zauważyliśmy ich płynne obniżanie się ku morzu, co nas tknęło, bo nie wiadomo było dlaczego. Ponieważ runway (pas startowy – P.M) idzie lekko ku górze, samolot obniżając schował się za linię horyzontu widzianego od nas i nagle usłyszeliśmy ciszę, bo zgasły silniki zamknięte przez pilota w celu uniknięcia eksplozji i wówczas było już jasne co się stało. Nadmieniam, że od chwili startu do tego momentu upłynęło około 20 sekund. Ruszyliśmy biegiem ku końcowi runway’u, potem dogoniły nas samochody i podwiozły i wówczas zobaczyliśmy ciemną masę samolotu leżącą na wodzie, oświetloną koncentrycznie przez reflektory skierowane w ten punkt natychmiast po wypadku. Zdawało nam się początkowo, że maszyna leży tuż przy brzegu, ale okazało się, że leży na morzu o 500 yardów od końca runway’u, na falach”.
Akcję ratunkową podjęto natychmiast. Łodzie motorowe dotarły do miejsca katastrofy w 8 minut po zdarzeniu. Specjalistycznym łodziom ratunkowym przybycie zajęło 20 minut. Z wody wyciągnięto tylko dwie żywe osoby: pierwszego pilota maszyny – Czecha Edwarda Prchala oraz brygadiera Whitleya, który jednak zmarł nim łódź powróciła do brzegu. Bilans katastrofy był zatem tragiczny, bowiem poza pilotem nie zdołano uratować nikogo…
Zwłoki generała Sikorskiego znaleziono w miarę szybko, lecz nigdy nie znaleziono ciała jego córki Zofii, która odbywała tą podróż wraz z nim.

Śledztwo

Brytyjczycy niemal natychmiast rozpoczęli badania nad przyczynami tragedii. Powołano specjalną komisję śledczą, która z udziałem polskiego obserwatora przesłuchiwała świadków i badała fragmenty wydobytego z morza Liberatora. W oparciu o zeznania pilota Prchala ustalono, że wypadek nastąpił w konsekwencji blokady sterów maszyny. Stanowczo wykluczono ewentualność eksplozji wewnątrz i na podstawie tego całkowicie odrzucono możliwość zamachu. Komisja śledcza nie podała jednak w raporcie końcowym przyczyn awarii sterów.
Alianci ogłosili żałobę. Prezydent Roosevelt miał powiedzieć w Waszyngtonie, że „śmierć generała Sikorskiego w katastrofie lotniczej była wielką stratą dla wszystkich miłujących wolność ludzi”. W podobnym tonie wypowiadał się premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill, który w Izbie Gmin wychwalał generała Sikorskiego jako „wybitnego żołnierza i męża stanu, który żył w przekonaniu, iż wszystko należy podporządkować wspólnej walce z Hitlerem. Wierzył też, że z tego konfliktu wyłoni się nowa, lepsza Europa, w której wielka i niepodległa Polska będzie odgrywała należną jej rolę.”
Zaiste dziwnie brzmią te słowa gdy spojrzy się na późniejsze ustalenia konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie oraz Jałcie, gdy spojrzy się na kształt tej „nowej lepszej Europy” za którą zginął generał Sikorski…
Po gibraltarskiej katastrofie premierem rządu polskiego został Stanisław Mikołajczyk, a Naczelnym Wodzem generał Kazimierz Sosnkowski. Nowemu premierowi Alianci szybko dali do zrozumienia, że wszelkie działania mogące zaszkodzić spójności koalicji antyhitlerowskiej nie będą tolerowane. Wkrótce dosłownie wymuszono na nim wznowienie kontaktów dyplomatycznych ze Związkiem Radzieckim.
Niedługo po śmierci generała Sikorskiego rozpoczęła się konferencja w Teheranie, na której przywódcy Wielkiej Trójki (Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii) wstępnie porozumieli się w sprawie układu powojennych granic w Europie Środkowej i Wschodniej. Ustalono, że wschodnia granica Polski będzie przebiegać zgodnie z tzw. Liną Curzona (wytyczoną przez Brytyjczyków zaraz po zakończeniu I wojny światowej jako naturalną granicę etnicznej Polski). Polacy mieli w ramach rekompensaty uzyskać niemieckie na zachodzie. Polaków na tą konferencję nie zaproszono, co więcej utajniono przed nimi postanowienia Wielkiej Trójki, które dotyczyły ich państwa… Pozostaje pytanie czy gdyby nie śmierć generała Sikorskiego Polska o swoją niepodległość upomniałaby się mocniejszym głosem ?

Wątpliwości

Niemal natychmiast po zakończeniu śledztwa przez brytyjską komisję pojawił się szereg wątpliwości, dotyczących tak jej ustaleń jak i całej katastrofy. Dlaczego uratował się tylko pilot, który wylatał na tej trasie prawie 4 tysiące godzin i zazwyczaj lekceważył środki bezpieczeństwa w postaci kamizelki ratunkowej, a mimo to podczas tego właśnie lotu założył ją ? Czy mógł wiedzieć co się stanie ? Czy może specjalnie spowodował wypadek na czyjeś polecenie ? Sam Prchal tłumaczył swoje postępowanie niezrozumiałym przeczuciem… Osoba pilota i jego działanie nie są jedynymi kontrowersjami w tej sprawie. Bardzo ciekawym aspektem są środki ostrożności jakim poddany był Liberator generała Sikorskiego jeszcze przed startem z Gibraltaru. Lotnisko na „Skale” należało do jednych z najlepiej strzeżonych lotnisk w Imperium Brytyjskim. Samolot szefa polskiego rządu był dodatkowo objęty specjalną ochroną. Czy jednak rzeczywiście tak było ? W relacjach świadków pojawiają się pewne dziwne sprzeczności. Porucznik Łubieński w swoich zeznaniach wspominał, iż w samolocie znajdowało się dwóch pilotów i jeden wartownik z tommygunem. Zdaje się to potwierdzać przełożony żołnierzy pełniących wartę przy Liberatorze AL 523, którym podróżował generał Sikorski, kapitan Jack Williams z Wydzielonej Kompanii Królewskiego Pułku Gibraltarskiego. Zeznał on, że warta została objęta o godzinie 16:30 3 lipca i trzymana do chwili odlotu maszyny. Wartę miał pełnić jeden żołnierz, zmieniany co dwie godziny. Rozkaz jaki otrzymali dotyczył nie dopuszczenia do kontaktu z samolotem osób innych niż tych, które znajdowały się na liście dostarczonej przez RAF.
Jednakże 13 lipca 1943 kapral Walter Titterington zeznał, że podczas wynoszenia pierwszych worków z samolotu żaden wartownik go nie zatrzymał. Titterington twierdzi, że nie widział żadnego wartownika (!) poza kilkoma żołnierzami z lotnictwa. Ci jednak nie mogli pilnować Liberatora, bowiem wartę przy nim pełnili żołnierze z Wydzielonej Kompanii Królewskiego Pułku Gibraltarskiego. Wersję kaprala potwierdza plutonowy Hopgood, który stwierdził, że 4 lipca o godzinie 7 rano również nie widział wokół samolotu żadnego wartownika, który zatrzymałby go przed wejściem na pokład. 4 lipca od godziny 6.00 do 8.00 Liberatora pilnował szeregowy Christian Callow. On z kolei twierdził, że podczas jego służby do samolotu nikt się nie zbliżył, nie mówiąc już o wejściu na pokład. Przeczy to tym samym relacjom kaprala Titteringtona, który miał wejść do samolotu 4 lipca o godzinie 7 oraz plutonowego Hopgooda, który pół godziny później miał skończyć swoją wartę w samolocie.
Co więcej Hopgood miał rzekomo widzieć jedynie członka brygady naprawczej, który nawet go nie zauważył tak był zajęty przy przeglądzie samolotu…
Kim był ów członek brygady naprawczej i dlaczego wersje osób pilnujących samolot różnią w tak istotny sposób nie wiadomo do dziś. Zaskakujące, że brytyjska komisja w ogólne nie zainteresowała się tym wątkiem sprawy…
Ponadto przez wiele lat funkcjonował mit jakoby do generała Sikorskiego w podróż powrotną do Anglii w Gibraltarze mieli dołączyć dwaj oficerowie brytyjskiego wywiadu. W świetle odtajnionych niedawno dokumentów można z całą stanowczością stwierdzić, że to nieprawda. Owi dwaj tajemniczy pasażerowie to Walter Lock – przedstawiciel ministerstwa transportu w Zatoce Perskiej oraz Harry Pinder – dowódca stacji telegraficznej Królewskiej Marynarki w Aleksandrii. Udali się oni w podróż z generałem Sikorskim gdyż w Liberatorze były wolne miejsca.

Zamach ! Więc kto ? Niemcy !

Wydawać by się mogło, że to Niemcom najbardziej zależało na wyeliminowaniu niezłomnego przywódcy polskiego państwa. Nic jednak bardziej mylnego. W wojnie propagandowej jaka toczyła się od początku wojny postać generała Sikorskiego nabrała dla Niemców wielkiego znaczenia zwłaszcza po tym jak odkryli oni masowe groby polskich oficerów w Katyniu. Postawa polskiego premiera, który usilnie domagał się zbadania tej sprawy spowodowała tarcia wewnątrz wielkiego sojuszu, który zawiązał się przeciw nazistowskim Niemcom. Ministerstwo Propagandy Rzeszy zamierzało to wykorzystać. Podobno istniały plany wysłania generałowi Sikorskiemu zaproszenia do Katynia by wraz z komisją Międzynarodowego Czerwonego Krzyża osobiście zbadał sprawę. Problem tysięcy polskich oficerów wymordowanych w katyńskim lesie mógł skłócić Aliantów ze Związkiem Radzieckim, co być może umożliwiłoby przetrwanie III Rzeszy Adolfa Hitlera. Z zagrożenia zdawali sobie sprawę tak Churchill jak i Roosevelt, którzy mimo iż wiedzieli kto to tak naprawdę dokonał tej zbrodni dla dobra koalicji antyhitlerowskiej usilnie uciszali sprawę.
Poza tym niemiecki wywiad był w tej części Europy bardzo słaby i wątpliwe jest by udało mu się zaplanować i przeprowadzić tego typu akcję tym bardziej, że nie miał dostępu do lotniska w Gibraltarze, podobnie zresztą jak polscy przeciwnicy generała. Skoro więc nie Niemcy to…

Anglicy ?

Jest to jedna z bardziej prawdopodobnych wersji, mimo iż odrzucana przez niektórych historyków. Niemiecka propaganda od razu winą za śmierć Sikorskiego obarczyła Churchilla, lecz czyniła to z wiadomych względów. Warto zastanowić się czy Anglicy mogli mieć motyw zabójstwa generała.
Wydaje się, że tak. Rok 1943 był rokiem przełomowym, wraz z niemieckimi klęskami w Afryce, we Włoszech i na łuku kurskim stawało się jasne, że państwa Osi wojny już nie wygrają. Coraz istotniejszy stawał się problem powojennych granic Europy, które jak wiadomo nie mogły już być takie same. Związek Radziecki, który na sojuszu z Hitlerem w latach 1939-41 najwięcej zyskał terytorialnie nie godził się na powrót do granic przedwojennych, a jako iż na razie ponosił główny ciężar walki z III Rzeszą, Alianci byli zmuszeni liczyć się z jego stanowiskiem. „Churchill uważał generała Sikorskiego za jedynego Polaka mogącego porozumieć się z Sowietami” – tak twierdzą historycy. Być może. Lecz tylko do pewnego okresu. Podpisanie paktu Sikorski-Majski zdaje się tą tezę potwierdzać, lecz późniejsza postawa generała, zwłaszcza w obliczu sprawy katyńskiej już nie. Musimy pamiętać, że przygotowywana była konferencja z udziałem przywódców mocarstw koalicji antyhitlerowskiej. Generał Sikorski na pewno głośniej domagałby się uznania postanowień Karty Atlantyckiej tak w trakcie jej trwania jak i po jej zakończeniu. Mógłby w sposób znaczącą skomplikować proces powstawania powojennej Europy nie mówiąc już o możliwości skłócenia koalicji… Lecz czy premier Winston Churchill posunąłby się do zamordowania swojego najwierniejszego sojusznika z najtrudniejszych dni wojny ?

Albo Sowieci !

To druga z bardziej prawdopodobnych hipotez. Generał Sikorski – premier polskiego rządu na uchodźstwie i Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych, postać obdarzona wielkim autorytetem tak wśród sojuszników jak i rodaków był jedyną i największą przeszkodą w narzuceniu Polsce ustroju komunistycznego. Wiarygodności tej hipotezie miał dodać fakt, iż Harold Philby – oficer wywiadu brytyjskiego i równocześnie agent sowiecki (chociaż jego historia do dziś pozostaje w całości nie rozwiązana) był w roku 1943 szefem kontrwywiadu MI5 na Hiszpanię i Portugalię. Inna sprawa, że Philby w lipcu 1943 roku przebywał akurat w Londynie, a jego zadaniem nie była eliminacja wrogów politycznych Związku Radzieckiego lecz jedynie dostarczanie tajnych dokumentów brytyjskich służb wywiadowczych. Poza tym NKWD w tym okresie nieco straciła do niego zaufanie podejrzewając go o podwójną grę.
Ciekawostką jest fakt, że w 1963 roku do Brytyjczyków zgłosił się uciekinier ze Związku Radzieckiego, były funkcjonariusz NKWD, który potwierdził, że generał Sikorski zginął na polecenie Stalina. Nie przedstawił jednak żadnych dowodów w tej sprawie, a jego nazwisko zostało utajnione…
Pojawiają się także wątpliwości natury logistycznej. Uszkodzenie Liberatora w taki sposób by mógł wzbić się w powietrze i zaraz później runąć na ziemię mogło być robotą tylko specjalisty, który znałby budowę tego typu samolotu w każdym szczególe. Ponadto zajęłoby mu to parę godzin. Jeżeli NKWD chciałaby koniecznie zlikwidować niewygodnego przywódcę wówczas najprawdopodobniej umieściłaby w samolocie bombę z zapalnikiem czasowym lub z zapalnikiem ciśnieniowym. Ten drugi sposób byłby przykładem zbrodni doskonałej, bowiem bomba eksplodowałaby dopiero po osiągnięciu przez maszynę odpowiedniej wysokości i to nad oceanem. Wykluczałoby to znalezienie szczątków samolotu i uniemożliwiło ustalenie przyczyn katastrofy…

To może nie zamach ?

Według niektórych świadków morze wkrótce po katastrofie wyrzuciło na brzeg bagaże z aparatami fotograficznymi, biżuterią, papierosami i skrzyniami whiski i sherry. Tego typu towary cieszyły wielkim powodzeniem na czarnym rynku w Anglii i mogły być przemycane na pokładzie samolotu. Pojawia się pytanie czy nadprogramowy bagaż w postaci takiej właśnie kontrabandy mógł być przyczyną zablokowania urządzeń sterowniczych ? Wiadomo, że piloci latający trasą bliskowschodnią przemycali różne towary. Czy możliwe jest, by Liberator głowy państwa uczestniczył w tym procederze ? Być może tak, bowiem byłby on poza wszelkimi podejrzeniami… Kolejnym pytaniem jest jak wydostał się z samolotu worek z pocztą, który znaleziono tuż po starcie na pasie startowym ? I czy prawdziwa jest relacja jednego z członków zespołu ratowniczego, który jako pierwszy przybył na miejsce zdarzenia jakoby dostrzegł inną postać w kamizelce ratunkowej, która próbowała wdrapać się na skrzydło samolotu, lecz porwały ją fale ?

Epilog

Pytań jest w tej sprawie dużo więcej niż odpowiedzi. Niemal na żadne z nich nie możemy odpowiedzieć z całkowitą pewnością. Taki stan rzeczy utrzyma się jeszcze wiele lat, bowiem Brytyjczycy przedłużyli okres utajnienia dokumentów w tej sprawie. Co muszą takiego muszą zawierać brytyjskie archiwa, że po upływie ponad 60 lat nadal wywołują tak wielkie emocje ? Dopóki nie poznamy prawdy zamkniętej szczelnie w archiwach Wielkiej Brytanii możemy jedynie domniemywać co tak naprawdę wydarzyło się w samym Gibraltarze w lipcu 1943 i miesiącach bezpośrednio go poprzedzających… Teraz zagadka śmierci przywódcy polskiego rządu na emigracji nadal pozostaje jedną z wielu niewyjaśnionych tajemnic drugiej wojny światowej. Dla Polaków zapewne największą.

Przemysław Mandela

W artykule korzystałem z pomocy:
Książki Wielkie Zagadki Przeszłości Przeglądu Reader’s Digest,
artykułu Wypadek czy Zamach dr Jacka Tebinki
Gazet Wojennych wydawnictwa P.O.Polska Warszawa.

3 głos(y/ów) Głosuj!!

  • autor: Przemysław Mandela
Categories: Artykuły, Historia
  1. Andrzej Kolodziejski
    December 23rd, 2007 at 21:17 | #1

    Mysle, ze masz racje.
    Ref. http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_950.html
    Katyń – dodatek specjalny Naszego Dziennika 12.04.2003
    Byc moze, “Umowa” (Karta Atlantycka) byla tym powodem.
    Trzeba bylo ” zatrzec slady”, a nowa wojna nie byla rozpatrywana jako opcja.

  2. Andrzej Kolodziejski
    December 23rd, 2007 at 21:38 | #2

    świadectwo Eleonory Roosevelt, żony prezydenta.
    “Powiedziałam mu, jak bardzo byłam zawiedziona, a nawet zaszokowana, że Estonia, Litwa i Łotwa zostały oddane Związkowi Sowieckiemu, bo Stalin tego chciał, zamiast być wolne i niezależne. Zapytał wówczas: ‘ilu ludzi w Stanach Zjednoczonych poszłoby walczyć, aby uwolnić Estonię, Litwę i Łotwę?’”. Żona prezydenta odpowiedziała: “Prawdopodobnie niewielu”. Roosevelt ciągnął dalej: “Musiałem myśleć o tym, co by było, gdybym miał podjąć decyzję wymagającą wojny, i doszedłem do wniosku, że trudno przypuszczać, by wolność tych krajów była dla obywateli Stanów Zjednoczonych wystarczającym powodem do wojny”.

  3. Andrzej Kolodziejski
    December 23rd, 2007 at 21:45 | #3

    Profesor Janusz K. Zawodny pisze:
    “…Reakcja prezydenta Roosevelta na zbrodnię katyńską
    Zbrodnia katyńska wywołała dziwne reperkusje w USA. Osobisty przyjaciel prezydenta Roosevelta został przeniesiony na odległą placówkę dyplomatyczną na Samoa; w ten sposób uległa załamaniu kariera pułkownika, który spełniając swój obowiązek, złożył sprawozdanie z pobytu w Katyniu. Amerykański wywiad wojskowy odmówił Kongresowi wglądu do raportu pułkownika na ten temat, ostatecznie raport zaginął.
    W tym czasie rząd amerykański był w posiadaniu następujących godnych zaufania i dobrze udokumentowanych materiałów udowadniających sowiecką odpowiedzialność za zbrodnię katyńską:
    1. raport płk. Szymańskiego dla armii USA
    2. raporty brytyjskiego wywiadu (łącznie ze spostrzeżeniami brytyjskiego oficera służby medycznej)
    3. raporty polskiego wywiadu
    4. raport admirała Williama H. Standleya, ambasadora USA w Moskwie w latach 1941-43
    5. raport zespołu śledczego Johna F. Cartera, przedłożony prezydentowi
    6. raport Anthony’ego Drexel-Biddle’a, amerykańskiego ambasadora przy rządzie polskim na uchodźstwie i belgijskim rządzie na emigracji
    7. raport ministra George’a Earle’a, specjalnego wysłannika ds. spraw bałkańskich
    8. raport pułkownika armii amerykańskiej Van Vlieta (z którym przeprowadziłem wywiad trwający ponad dwa dni).
    Z wszystkich tych dokumentów wynikało, pośrednio albo bezpośrednio, że za zbrodnię odpowiedzialny jest rząd sowiecki.
    W posiadaniu Departamentu Stanu znajdował się jeszcze jeden dokument dotyczący Katynia. Był to raport napisany przez pannę Kathleen Harriman, 25-letnią córkę amerykańskiego ambasadora w Związku Sowieckim w latach 1943-46.
    Warto przypomnieć, że panna Harriman odwiedziła Katyń, gdy trwała tam sowiecka ekshumacja, i doszła do wniosku, że zbrodni dokonali Niemcy.
    Wygląda na to, że Departament Stanu USA bardziej był skłonny wierzyć relacji panny Harriman niż raportom swoich dwóch ambasadorów, ministra, dwóch pułkowników, wynikom badań prezydenckiego zespołu śledczego i informacjom dostarczonym przez brytyjskie i polskie służby wywiadowcze.”

  4. Andrzej Kolodziejski
    December 23rd, 2007 at 22:31 | #4

    http://www.unc.edu/depts/diplomat/AD_Issues/amdipl_6/stefan.html
    http://www.polishresistance-ak.org/23%20Article.htm
    “When the United States entered the war, Rosevelt’s position was enhanced and became unique with regard to foreign policy decisions, military strategy and world leadership. Soon the emergence of the “Big Three”: Roosevelt, Churchill and Stalin, was to have a profound effect on the progress of the war and on the post-war geo-political structure of the world.
    It is claimed that the President, in his own mind, decided that Stalin was basically a good man and good leader of his people, and that the Soviet regime and system, based after all on socialism, could be transformed, with Rosevelt’s guidance, into a democracy. The President thought that he could personally handle Stalin. He was convinced that Stalin was not an imperialist. Roosevelt envisaged that he and Stalin, that is the United States and the Soviet Union together, will lead the Allies to the final victory and eventually decide the political and economic structure of the post war world. He was willing to exclude from this, Churchill and Britain (and incidentally France) as imperialists who could not be trusted to create the necessary conditions for democracy and a just peace. In future dealings of the Big Three Rosevelt invariably sided with Stalin.
    In pursuit of this policy the President was aided and abetted by only a few members of his administration, notably his personal envoy Harry Hopkins, and his one time (1937) ambassador to Moscow, Joseph Davies. He decided to ignore completely the advice and warnings from such experienced observers of Europe as William Bullitt, Loy Henderson, Charles E. “Chip” Bohlen, George Keenan, Averell Harriman and Gen. John Deane, all experienced diplomats who had spent some time in Moscow.
    Right until his death Roosevelt tried to win Stalin’s trust and friendship. All that time Stalin did not trust the President and Soviet Union spies were stealing America’s secrets. Roosevelt was always prepared to make concessions to Stalin (often against Churchill’s advice) and to meet his wishes and requests.”

  5. Andrzej Kolodziejski
    December 23rd, 2007 at 23:37 | #5

    http://www.shsu.edu/~his_ncp/LendL.html
    Correspondence of Roosevelt and Truman with Stalin on Lend Lease and Other Aid to the Soviet Union, 1941-1945

  1. No trackbacks yet.