Polska implozja
Polska – kraj w Europie Środkowej, już nie biedny, ale jeszcze nie bogaty, borykający się z problemami, ale silny, mimo wszystko silny… Polska – kraj nadchodzącego kryzysu demograficznego, który może przekreślić wysiłki budowy stabilnej gospodarki, który zagraża bytowi państwa, zagraża narodowi…. Rok 2006 to przysłowiowy „czas najwyższy”, aby spojrzeć na problem implozji demograficznej i zacząć zastanawiać się nad rozwiązaniem problemu wiszącego nad naszym rajem niczym topór nad głową skazanego… To czas, aby powiedzieć sobie prawdę na temat tego zjawiska i zacząć działać w celu jego powstrzymania, działać właściwie, bo tylko tak możemy odnieść wspólny, długoletni sukces…
Implozja demograficzna, czyli konsekwentne zmniejszanie się liczby urodzeń przy jednoczesnej stabilizacji liczby zgonów, prowadzi w prostej linii do dominacji umieralności, co z kolei nieuchronnie zmierza do starzenia społeczeństwa i zmniejszania się liczby ludność kraju. Następstwem implozji jest głęboki kryzys gospodarczy i narodowy, przewaga ludności w wieku poprodukcyjnym nad de facto utrzymującą ją ludnością „produkcyjną”. W takiej sytuacji jedynym doraźnym rozwiązaniem jest otwarcie granic i zaproszenie cudzoziemców, ale problemy, które takie posunięcie generuje mogą mieć o wiele mniej przewidywalne skutki niż sama implozja… Tak więc, jak i w większości ciężkich przypadków także i tu sprawdza sie lekarska maksyma, że „lepiej zapobiegać, niż leczyć”, także tu lepiej kierować się rozsądkiem wcześniej i przymusem później…
Można zauważyć, że w polskiej rzeczywistości istnieją dwie koncepcje działań w tym aspekcie… Albo bagatelizuje się problem i odsuwa go w czasie, twierdząc, że obecnie są ważniejsze sprawy do zrobienia, albo też straszy się społeczeństwo subiektywizowanymi statystykami, aby potem próbować je uspokoić gestami, które więcej mają wspólnego z populizmem, niż z rzeczywistą niwelacją zagrożenia… Ani jedno, ani drugie podejście (choć nie pozbawione racji) nie jest jednak sposobem na sukces… Tzw. ważniejsze problemy staną się mało istotne, jeśli w porę nie zaczniemy walczyć z implozją, ale nie zapominajmy również, że nie jest to proces, który można „zatkać” kilkoma populistycznymi ustawami…
Różne źródła przedstawiające sytuację kierują się raczej teraźniejszymi celami i chęcią zaabsorbowania opinii publicznej, niż rzeczywistą troską o narodową sprawę. Można spotkać się z sytuacjami, kiedy pokazuje się dane na rok 2003 ukazujące spadek liczby urodzeń poniżej wskaźnika umieralności, próbuje się wcisnąć ludziom wizje „równi pochyłej”, na którą wkroczył nasz kraj – wizję, której nie zniweluje nawet powojenne echo wyżu demograficznego… Tymczasem, jak się okazuje rzeczywistość nie jest aż tak czarna – w 2004 i 2005 roku wskaźnik urodzeń zaczął konsekwentnie piąć się do góry, przywracając powoli równowagę dynamiki demograficznej. To oczywiście nic innego jak owo echo powojennych wyżów demograficznych – echo, które według niektórych miało całkowicie zaniknąć… Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach – w tym przypadku w aktualności statystyk…
Obecnie przyrost naturalny w Polsce oscyluje wokół 0‰, od 1997 roku wartość ta zmieniała się bardzo nieznacznie, praktycznie niezauważalnie. W tym samym czasie inne kraje znajdujące się w tym samym momencie tzw. „przejścia demograficznego” takiej jak Rosja, Ukraina, czy Białoruś doświadczyły tak znacznego spadku liczby urodzeń, że przyrost naturalny spadł tam poniżej -5‰ i wciąż drastycznie spada (na Ukrainie nawet poniżej -7‰) Tam sytuacja jest naprawdę poważna, tam „straszenie” statystykami jest rzeczywiście uzasadnione… U nas natomiast wystarczy tylko kilka drobnych ekonomicznych i społecznych impulsów, tylko kilka mądrych decyzji, a groźba katastrofalnej implozji może stać równie odległa jak wizja śniegu w środku czerwca… Gdzie jednak rozsądek taki może się narodzić? Gdzie szukać ludzi, którzy zerwą z taktyką straszenia i przełamią doktrynę bagatelizacji? Być może znajdą się oni w obecnym rządzie, czas pokaże… jak zwykle… problem tylko, że w tej sprawie za wiele tego czasu nie mamy…
Polska to kraj specyficzny, który zapewne sam zdołałby sie oprzeć implozji, jeśli tylko pozwoliłyby mu na to rozsądne decyzje polityków. Liczne, nastawione pronarodowo i prorodzinnie społeczeństwo, stabilna pozycja międzynarodowa i dogodne położenie geograficzne – to wielkie plusy naszej rzeczywistości, które są najlepszą bronią w walce z implozją – najlepszą, bo naturalną…Obecnie jednak mamy jak zwykle… dużo sporów, dużo dyskusji i mało czynów – to największy minus naszej rzeczywistości… Teoria przejścia demograficznego jest znana nie od dzisiaj, implozja demograficzna to proces naturalny, nie należy nim straszyć, tylko zwyczajnie – po ludzku wziąć się do pracy i zacząć mu przeciwdziałać!
Zanim jednak niektórzy politycy zorientują się, że sprawa tak ważna dla narodu jak przeciwdziałanie kryzysowi demograficznemu powinna być priorytetem, zanim przestaną szkodzić „naturalnej rodzinie” próbując lansować hasła homoseksualne i destruktywne idee pronarkotykowe, czy aborcyjne, sukces i postępy w tej dziedzinie będą znacznie utrudnione… Niestety w Polsce wciąż dyskutuje się i kłóci o mało istotne idee, takie jak np. tzw. „becikowego” zamiast zająć się sprawami ważniejszymi – systemowymi rozwiązaniami wspomagającymi rodzinę (takie jak ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych, pomoc w zakresie zatrudnienia, urlopy macierzyńskie i skuteczna ochrona kobiet w ciąży przed utratą pracy, czy wreszcie konkretne rozwiązania stypendialne w edukacji). To wiele zadań, ale należy wierzyć, że w Polsce są i będą ludzie, którzy nie przelękną się odpowiedzialności i staną do boju o narodową sprawę – sprawę która może zaważyć na przyszłych losach Polski…
Rafał Suszyński
