Główna > Artykuły, Wolna Kultura i Oprogramowanie > Netlabel, czyli muzyczny szwedzki bufet

Netlabel, czyli muzyczny szwedzki bufet

2 lutego 2007
* * * * * 1 głos(y/ów)
Zostaw komentarz Idź do komentarzy

Muzyczne pudełkoJeśli na mniej lub bardziej oficjalnej imprezie ludzi od lat związanych z branżą muzyczną wypowiecie głośno słowo “netlabel”, nie daj Boże nadając mu ciepłe brzmienie, to musicie się liczyć z tym, że na kolejne tego typu spotkanie już Was nie zaproszą. Dlaczego? Generalnie z powodu niezrozumienia czym jest właściwie netlabel. To błędne rozumienie powoduje, że coś, co jest w istocie rzeczy formą realizacji idei wolnej kultury, jest postrzegane przez część ludzi z branży muzycznej nie jako zdrowa konkurencja, a jako współczesna forma piractwa fonograficznego, przewracająca do góry nogami dotychczasowy porządek. A czym tak naprawdę jest ów “diabeł” nazywany netlabelem? W największym skrócie jest to po prostu nowa forma promocji i dystrybucji muzyki, która zamiast sieci sprzedaży sklepowych oraz typowych nośników dźwięku w postaci płyt wykorzystuje internet.

Nieoceniona Wikipedia określa netlabel jako “ogólną nazwę firm i nieformalnych grup zajmujących się szczególnym sposobem dystrybucji muzyki w internecie, głównie w formie elektronicznej (…)”. W tej samej definicji możemy przeczytać, że w przeciwieństwie do tradycyjnych wytwórni płytowych netlabele udostępniają muzykę najczęściej za niewielkie pieniądze lub nawet za darmo! “Bardzo często muzykę wydaje się na licencjach, które umożliwiają swobodne rozpowszechnianie oraz wykorzystanie utworów, z jednoczesnym zachowaniem praw przez autora, np. na podstawie licencji Creative Commons” – czytamy w Wikipedii. I tu jest właśnie pies pogrzebany, stąd się biorą konflikty między “starym” a “nowym”. Oddać swoje dzieło za darmo? I do tego z możliwością powielania – kto to widział? Rzeczywiście trudno jest zrozumieć dlaczego autorzy różnorakich utworów muzycznych przekazują netlabelom swoje nagrania do dystrybucji za darmo. A już w ogóle nie do pojęcia dla niektórych jest możliwość ściągnięcia całych płyt na licencji Creative Commons, która pozwala na powielanie owych nagrań dla celów niekomercyjnych lub nawet komercyjnych (w zależności od wybranej przez twórcę licencji), jednak zawsze obligującą do uznania autorstwa. Czy rzeczywiście to bardziej charytatywne niż biznesowe podejście do tematu zburzy dzisiejszy porządek w świecie muzycznym? Moim zdaniem tak, choć nastąpi to drogą ewolucji, a nie rewolucji. Napisałem “nastąpi”? Błąd, to już się dzieje.

Nowe czasy, nowe możliwości

Tak to już jest, że wszelkie poważne zmiany jednych cieszą, a innych smucą. Można przypuszczać, że działalność netlabeli martwi przede wszystkim szefów wielkich wytwórni płytowych, firm dystrybucyjnych i sieci sklepów muzycznych, których zyski ze sprzedaży muzyki na tradycyjnych nośnikach po prostu spadają. Funkcjonujący przez wiele dziesięcioleci system “obrotu muzycznego” został poddany wielkiej próbie, z której nie może wyjść bez strat.

Co sie właściwie takiego stało, że w świecie muzycznym zaszły na przestrzeni dosłownie kilku lat widoczne gołym okiem zmiany? W mojej opinii głównym winowajcą jest po prostu postęp cywilizacyjny. On to bowiem dał nam wszystkim do ręki niesamowite narzędzia w postaci internetu, formatu MP3 czy programów dzięki którym w domowym PC można mieć całe studio nagrań. Stale rosnąca popularność internetu i co za tym idzie dostęp do olbrzymich zasobów muzycznych będących na zawołanie spowodowała zmianę preferencji zakupowych odbiorców muzyki. Dzisiaj łatwiej i wygodniej jest po prostu ściągnąć jedną czy dziesięć płyt z sieci, nawet z okładkami i informacjami o artystach, niż wybrać się do sklepu po krążki poszukiwanych artystów. Jeśli do tego doliczymy ceny płyt, to staje się jasne dlaczego coraz więcej ludzi każdego dnia serfuje po internecie w poszukiwaniu muzyki. Oczywiście melomani, fani poszczególnych wykonawców i ludzie bez finansowych kompleksów nadal będę przeszukiwali półki sklepów muzycznych, ale pokolenie “dzieci sieci” będzie wpadać tam sporadycznie. Ich “sklep”, czynny całą dobę, oferuje bowiem znacznie więcej…

No dobrze, ale czy ta nowa sytuacja oznacza początek końca wielkich wydawców muzycznych? Z pewnością nie, choć nie jest wykluczone, że ci co prześpią konieczność dokonania szybkich zmian by przystosować się do nowych warunków albo znikną, albo ich udział w rynku muzycznym stanie się symboliczny. Warto podkreślić, że wiele firm już jakiś czas temu uczyniło pierwsze poważne kroki w walce o zachowanie pozycji (np. poprzez przekazanie części lub całości zasobów muzycznych do ściągnięcia za niewielką kwotę lub wręcz za darmo zarejestrowanym użytkownikom). Walka o utrzymanie dominującej pozycji będzie jednak trudna, bowiem coraz więcej internautów każdego dnia krąży w sieci w poszukiwaniu coraz to nowych netlabeli, które powstają jak grzyby po deszczu.

Netlabel – społeczność muzyków i słuchaczy

Dlaczego właśnie powstają te netlabele? Odpowiedź jest dość prosta, otóż powstają one bo takie jest zapotrzebowanie rynku. Aby bardziej uszczegółowić tę odpowiedź można powiedzieć, że w jednym czasie i w jednym miejscu (czyli w sieci) zbiegły się interesy trzech grup:

* wspomnianych wyżej łaknących muzyki słuchaczy z raczej chudym portfelem,
* czekających na sukces mało znanych muzyków, których nie stać no kosztowną promocję;
* i wydawców muzycznych, którzy często sami są muzykami lub słuchaczami.

To nie jest tak, że owe trzy grupy nagle spadły z nieba. Nie, ona cały czas były, ale nie miały owego narzędzia w postaci coraz bardziej powszechnego dostępu do internetu i warunków, które sprzyjają rozwojowi niezależnej kultury, a w tym niezależnej muzyki. Po prostu jeszcze do niedawna wszyscy byli zmuszeni do egzystencji w świecie ukształtowanym dziesiątki lat temu.

Jeśli prześledzimy rozwój muzyki rozrywkowej to zaobserwujemy, ze w zasadzie zawsze w historii był jakiś kierunek muzyczny, gatunek czy podgatunek, który zwłaszcza w początkowej fazie rozwoju był postrzegany przez tzw. czynniki oficjalne (media, duże wytwórnie płytowe czy środowiska opiniotwórcze) jako coś złego. I tak w garażach, klubach czy wręcz na ulicach powstawała muzyka, która żyła własnym życiem, choć nie promowały jej wielkie wytwórnie czy sieciowe agencje impresaryjno-artystyczne. To alternatywne życie muzyczne miało i nadal ma swój własny świat, a zatem małe niezależne wytwórnie, kluby, a przede wszystkim artystów uparcie idących inną drogą oraz publiczność kochającą te niecodzienne klimaty.

W odróżnieniu jednak od sytuacji muzyków walczących o przetrwanie 20 czy nawet 10 lat temu, choć dzisiaj nadal cały ten alternatywny świat funkcjonuje, to jednak dzięki wszechobecnej sieci sytuacja niezależnych artystów jest o niebo lepsza. Tak jak przedwczoraj czy wczoraj, dzisiaj też wielu niezwykle zdolnych muzyków nie chcąc oddać swojej twórczości wielkim graczom rynku muzycznego, musi szukać nowych dróg promocji by zaistnieć. Ich szanse wielokrotnie zwiększają właśnie natlabele. Teraz bowiem każdy młody artysta z Krakowa, Olkusza czy Augustowa może wysłać swoje MP3 do dowolnego netlabelu na rynku, nawet po drugiej stronie Atlantyku, i pozwolić publiczności zdecydować o własnym losie.

Ciekawe jest także to, że dzięki internetowi szanse rozwoju zyskały też małe wytwórnie i producenci. Nagle ci mali gracze zaczęli się liczyć, są na rynku, a ich popularność stale rośnie. Tak oto spełniają się sny ludzi, którzy marzyli o możliwości promowania na dużą skalę niezależnej muzyki.

Cofnijmy się na chwilę do początku tego rozdziału. Zatem mamy trzy środowiska, które nie dość że wreszcie spotkały się po latach poszukiwań, to jeszcze osiągnęły to czego chciały:

* słuchacze – znakomitą muzykę za grosze lub za darmo w ilościach “hurtowych” o każdej porze dnia i nocy;

* artyści – darmową promocję swojej muzyki, której nigdy nie mogliby mieć w takim stopniu gdyby działali w pojedynkę. Z kolei ta promocja – co oczywiste – ma bezpośrednie przełożenie na liczbę koncertów;

* no i właściciele wydawnictw internetowych, którzy choć mało, ale jednak zarabiają na reklamach czy koncertach (jeśli mają odpowiednie umowy z wykonawcami) promując muzykę, którą kochają.

Inne aspekty funkcjonowania netlabeli

Wbrew opiniom niektórych ludzi z branży muzycznej, działalność netlabeli nie tylko nie jest żadnym nowoczesną formą piractwa fonograficznego, ale odwrotnie – przeciwdziała rozwojowi rozwojowi tego zjawiska. Nie będzie się opłacać kopiowanie czegoś, co inni mogą mieć za darmo i to bez żadnego ryzyka. Owa krzywdząca opinia o działalności wydawnictw internetowych, którą słyszałem na własne uszy, wynika prawdopodobnie stąd, że rzeczywiście krociowe zyski wielkich gwiazd siłą rzeczy nieco spadną. Trzeba się z tym pogodzić (lub nie), że tak jak netlabele są konkurencją dla wielkich wydawnictw, tak muzycy promowani w sieci są w pewnym sensie zagrożeniem dla artystów znanych z radia czy telewizji, bo skupiają na sobie uwagę części ich potencjalnej widowni.

Kilka zdań na zakończenie

Netlabel jest czymś stosunkowo nowym, choć jego historia datuje się na początek lat 90. Nie wszyscy akceptują tę formę promocji muzyki, nie wszyscy rozumieją nawet dlaczego właściwie artyści wybierają tę formę promowania swojej twórczości. Mam jednak nadzieję, że większość z nas zgodzi się z opinią, że jest to znakomita forma przedstawienia światu naprawdę niezależnej muzyki. To dzięki netlabelom mamy okazję wysłuchania artystów, których pewnie w innej sytuacji nigdy byśmy nie usłyszeli.

Bez względu na negatywne opinie części osób z branży, netlabele to po prostu nowa konkurencja w świecie wydawców muzycznych, dzięki której zmieni się oblicze całego rynku. Zyskają na tym także ci, którzy będą kupować płyty w sklepach, bowiem ceny poszczególnych krążków muszą powoli spadać.

Jarosław Tomaszewski

Szef Promocji 9lives

www.9lives.pl

1 głos(y/ów) Głosuj!!

  • autor: Jarosław Tomaszewski (www.9lives.pl)
Categories: Artykuły, Wolna Kultura i Oprogramowanie
  1. Listopad 15th, 2007 at 15:29 | #1

    Witam,
    prowadzę serwis w pełni poświęcony netlabelom, rozmawiam o tym z ludźmi i widzę, jak marne mamy na temat pojęcie i jak bardzo odbiorem rządzą stereotypy. Wciąż netlabele kojarzone są z muzą gorszą, z niższej półki – bo za darmo, bo widać „artysta” nie potrafił wypromować się w żaden inny sposób. Jest to krzywdzące, a w coraz większej liczbie przypadków zupełnie nieuzasadnione – ba, absurdalne!
    Netaudio to sfera, której warto poświęcać jak najwięcej uwagi, bo tu tak naprawdę widać ewolucję gatunków muzycznych (szczególnie w przypadku wydawnictw promujących brzmienia nieco bardziej eksperymentalne) ze względu na brak jakichkolwiek ograniczeń ze strony wydawców i koniunktury rynkowej.
    Cieszę się, że powstał ten tekst, bo wiele rozjaśnia, a jak już powiedziałem – warto według mnie, by jak najwięcej ludzi doświadczyło dobrodziejstw płynących ze stron(y) netlabeli ;) Mam wrażenie, że rozwój tej idei przywraca tak naprawdę siłę artystom. Tu liczy się przede wszystkim jakość. Nie da się, jak to jest w przypadku radia i telewizji, wypromować słabych brzmień. Nieograniczony dostęp do muzyki eliminuje mniej interesujące produkcje w sposób zupełnie naturalny. Tu działa marketing szeptany, a jego siła jest ogromna – to „zwykli” ludzie polecają sobie nawzajem brzmienia, kierują na strony wirtualnych wydawnictw, a nie kampanie promocyjne – najczęściej realizowane w sposób nachalny (patrz wszystkie gwiazdki popu). Weźmy na przykład netlabel Thinner/Autoplate, netlabel techniczny – jest to dzisiaj marka sama w sobie, miejsce znane przez bardzo dużą liczbę ludzi zainteresowanych ideą wolnej muzyki. W tym wydawnictwie publikują osoby, które nierzadko związane były wcześniej z komercyjnymi labelami. Publikowanie w Thinnerze najzwyklej w świecie wiąże się z prestiżem. Takich przypadków jest wiele (poza gatunkami muzyki elektronicznej również, ale akurat ta jest mi najbliższa).
    Bardzo dobrze, że powstał ten tekst!
    Pozdrawiam serdecznie!
    Michał Wolski

    PS. swoją drogą zapraszam do lektury netlabel.blox.pl ;)

  1. Brak jeszcze trackbacków