Główna > Artykuły, Tłumaczenia, Wolna Kultura i Oprogramowanie > Logika a długa ochrona praw autorskich

Logika a długa ochrona praw autorskich

21 Maj 2007
* * * * * 2 głos(y/ów)
Zostaw komentarz Idź do komentarzy

TobiasW tym miesiącu, ekspert prawny iCommons Tobias Schonwetter, zajmuje się skutkami nieskończenie długiego okresu ochrony praw autorskich.

“Prawa autorskie powinny trwać o jeden dzień krócej niż wieczność!” (Jack Valenti, wieloletni prezes Motion Picture Association of America)

Debata nad odpowiednim okresem ochrony praw autorskich jest tak stara, jak samo ich istnienie i na szczęście uczestnicy tej dyskusji w większości wykazali więcej szacunku dla interesu publicznego, niż Jack Valenti, kiedy wygłaszał swoją nieszczęsną uwagę. Pomimo tej kontrowersyjnej dyskusji, przez ostatnie lata utrzymywał się konsekwentny i niepokojący trend maksymalnego wydłużania czasu ochrony praw autorskich.

Przykładowo w USA czas trwania praw autorskich był rozszerzany tylko dwukrotnie w ciągu 150 lat. Jednak podczas 45 lat pomiędzy 1962 a 2007 rokiem dokonano 11 zmian, w efekcie przedłużających czas obowiązywania praw autorskich do 70 lat po śmierci autora, lub do 95 lat w przypadku pracy zbiorowej. Dla przypomnienia, według ustawy Królowej Anny z 1710 roku (prawdopodobnie pierwszym pełnym ustanowieniem praw autorskich) nowopowstałe prace były chronione przez 14 lat od daty pierwszej publikacji, z możliwością przedłużenia tej ochrony o kolejne 14 lat, jeżeli autor wciąż żył w momencie wygaśnięcia pierwszego terminu. Kilka lat temu w Unii Europejskiej również przedłużono okres obowiązywania prawa autorskiego do 70 lat po śmierci autora, a w Meksyku w tym czasie wprowadzono okres ochronny dla wybranych prac trwający do 100 lat po śmierci autora. Na marginesie, okres ochrony patentu w większości krajów wynosi zaledwie 20 lat od daty złożenia wniosku. W tym kontekście uzasadnione jest ponowne podjęcie tego tematu.

Nie będę owijać w bawełnę: głęboko wierzę, że obecny czas trwania prawa autorskiego jest zdecydowanie zbyt długi – nie tylko owe 70 lub więcej lat gwarantowane obecnie licznymi narodowymi regulacjami prawnymi, ale także najkrótszy 50-letni okres ochronny uzgodniony podczas Konwencji Berneńskiej o ochronie dzieł literackich i artystycznych. Tak długi okres ochronny jest zazwyczaj zupełnie zbędny. Logiczne analizy rynkowe dowiodły, że komercyjny potencjał znakomitej większości dzieł każdego rodzaju bardzo szybko się wyczerpuje, choć niewątpliwie nowe technologie mogłyby wydłużyć ten okres. W swojej książce “Wolna Kultura” (http://www.futrega.org/wk/), Lawrence Lessig wskazał, że na 10 047 książek publikowanych w 1930 roku, tylko 174 pozycje były nadal drukowane w roku 2000. Zatem obecne systemy prawne zostały dostosowane raczej do kilku wyjątkowych przypadków, niż do normalnej sytuacji. Takie podejście budzi wątpliwości, a co ważniejsze, poważnie zubaża domenę publiczną powodując oczywiste szkody w rozwoju dorobku ludzkości.

Potrzebne czy zbyteczne?

Ochronę praw autorskich wskazuje się często jako narzędzie motywujące do twórczego działania. Taki argument ma uzasadniać rozszerzanie czasu trwania praw autorskich, lecz bez wątpienia jest nielogiczny, zwłaszcza kiedy działając wstecz rozszerzanie obejmuje starsze dzieła; czy rzeczywiście rozważamy tu motywację do dalszego tworzenia dzieła, które już zostało ukończone – prawdopodobnie przez autora dawno nieżyjącego? Jeśli natomiast rozważamy tworzenie dzieł przyszłych, argument ten pomija fakt, że obecnie autorzy często nie są właścicielami praw autorskich do dzieł, które tworzą. Co ważniejsze, żadne badania nie dowiodły, że wydłużanie ochrony praw autorskich wpływa na zwiększenie dorobku prac nimi objętych. Bo nie wpływa.

Prosta kalkulacja pokazuje, jak bardzo na wyrost został ustalony obecny czas trwania ochrony praw autorskich. Załóżmy, że dzieło objęto prawem autorskim chronionym przez 50 lat po śmierci autora, że autor umiera w wieku 75 lat, oraz że dzieci tego autora, podobnie jak on sam, zostają rodzicami w wieku 25 lat. Autor umiera w roku, w którym rodzi się jego prawnuk. 25 lat później prawnuk będzie miał swoje dziecko i dopiero po kolejnych 25 latach od narodzin jego dziecka wygasną prawa autorskie do dzieła naszego pra-pra-pradziadka.

Na tle tak daleko sięgającej ochrony, wątpliwe jest, by rozszerzanie praw autorskich mogło przyczynić się do powstania choćby jednego dodatkowego dzieła, które nie miałoby szansy zaistnieć bez nich, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę wspomniany krótki okres atrakcyjności komercyjnej większości prac. Poza wszystkim, nie możemy zapominać, że mamy do czynienia z usankcjonowanym prawnie monopolem. Właśnie z tego i z innych powodów grupa czołowych ekonomistów w USA – włącznie z pięcioma laureatami nagrody Nobla – argumentowała, choć bez powodzenia, przeciwko rozszerzeniu w 2002 roku ochrony praw autorskich aktem Sonny’ego Bono ustanowionym w 1998 roku (Copyright Term Extension Act – CTEA). Sędzia Sądu Najwyższego, Stephen Breyer napisał w związku z tym, że “nie znajduje żadnego konstytucyjnie uzasadnionego i związanego z prawem autorskim sposobu, w jaki ustawa mogłaby przynieść korzyści społeczeństwu. W rzeczywistości, w odniesieniu do istniejących dzieł, poważna publiczna krzywda i praktycznie nie istniejący pożytek publiczny nie mogłyby być bardziej oczywiste.”

Mówiąc to, nie kwestionuję, że finansowa zachęta w powiązaniu z ochroną praw autorskich jest sposobem (jednym z wielu) stymulowania działalności twórczej. Ponadto uznaję dążenie twórców do uzyskania adekwatnego wynagrodzenia za zainwestowany przez nich czas i wysiłek. Dawno już minął czas, kiedy twórcze umysły mogły pracować nie biorąc pod uwagę aspektów finansowych dzięki wystarczającemu finansowaniu patronów, rządu lub Kościoła. Mimo to, nieskończone przedłużanie ochrony praw autorskich nie tylko jest niepraktycznym, ale też niebezpiecznym sposobem tak zwiększania dorobku twórczego, jak i osiągania należnego wynagrodzenia.

W wielu krajach przyjęta jest automatyczna ochrona praw autorskich. Oznacza to, że jeśli spełnionych jest kilka raczej prostych warunków, autor nie musi podejmować żadnych czynności, aby jego dzieło było chronione przez 50, 70 lub nawet więcej lat po jego śmierci. Oczywiście negatywne skutki są bardzo poważne dla domeny publicznej (tego podstawowego zasobu wiedzy dostępnej bez ograniczeń, na którym wszyscy polegamy dążąc do dalszego rozwoju).

Rozwiązania

Według mnie potrzebne są dwa posunięcia, by odpowiednio zająć się problemem. Oba wymagają ustępstw każdej ze stron: zarówno rzeczników domeny publicznej, jak też autorów/właścicieli praw, ale ostatecznie korzyść odniesie większość z zaangażowanych osób.

Po pierwsze, okres ochrony praw autorskich w narodowych regulacjach prawnych powinien zostać drastycznie skrócony i konsekwentnie powinny do nich zostać dostosowane porozumienia międzynarodowe. Potrzebne są szeroko zakrojone badania w celu ustalenia właściwego okresu ochrony, który powinien odpowiadać średniemu okresowi komercyjnej użyteczności dzieła konkretnego rodzaju. W tym wypadku proponuję raczej hojne wyliczenia. W razie potrzeby, można wprowadzić dodatkowe podkategorie dzieł. Jestem przekonany, że w wielu przypadkach 10 lat ochrony lub nawet mniej, okażą się wystarczające by zapewnić korzyści finansowe twórcy.

Po drugie, właściciele praw powinni mieć możliwość ponownego, a nawet wielokrotnego odnawiania ochrony swoich praw autorskich. Umożliwiłoby to dłuższe eksploatowanie wyjątkowych dzieł odnoszących sukcesy. Trzeba przyznać, że wprowadzenie i utrzymanie takiego systemu może wymagać znacznego wysiłku administracyjnego i wiązać się ze stosunkowo wysokimi kosztami dla państwa. Mimo to, ogromne znaczenie makroekonomicznych korzyści z publicznego udostępnienia informacji jest oczywiste i przewyższające przewidywane utrudnienia. Ponadto, w innych obszarach prawa własności intelektualnej, tj. prawa patentowego i znaków towarowych, odnawianie ochrony jest przyjętą praktyką i sprawdza się, a przykładowe doświadczenia Stanów Zjednoczonych z wymaganiami formalnymi przy rejestracji, do 1989 roku nie były wyłącznie złe. Nałożenie opłaty za odnowienie ochrony praw autorskich obniżyłoby koszty ponoszone przez państwo i powstrzymało właścicieli praw przed niepotrzebnym zgłaszaniem takiej potrzeby. Zapotrzebowanie na odnowienie ochrony bywało w USA krytykowane za nieumyślne spowodowanie utraty niektórych praw autorskich. Być może to prawda. Jednak, co gorsze, obecny system prawny podtrzymuje niezamierzone przez nikogo trwanie praw autorskich niezliczonej liczby dzieł, co przynosi druzgocące skutki dla domeny publicznej.

2 głos(y/ów) Głosuj!!

  • autor: Tobias Schonwetter
  • tłumaczenie: Agata Glazewska, Marek Brzóska
  • źródło: iCommons
Categories: Artykuły, Tłumaczenia, Wolna Kultura i Oprogramowanie
  1. Brak komentarzy
  1. Brak jeszcze trackbacków