Jak wykorzystywane są licencje CC
Jakiś czas temu Unia Europejska wsparła eksperyment dotyczący planowania przestrzeni zurbanizowanej, w ramach którego kilka europejskich miast usunęło wszystkie znaki drogowe ze swoich ulic. W 2004 magazyn Wired podał informację o holenderskim mieście Makkinga, które ogłosiło się “Verkeersbordvrij”-“wolnym od znaków drogowych”. Teoria stojąca za tym eksperymentem zakłada, że nadmierne ograniczenia skutkują nieodpowiedzialnym zachowaniem ludzi. Kiedy przepisy zostają usunięte, ludzie stają się bardziej rozsądni. Bez formalnych nakazów, budują porządek intuicyjnie - poprzez gesty i kontakt wzrokowy.
Infrastruktura transportowa jest klasycznym przykładem dobra powszechnego. Eksperyment z ruchem “bez zasad” pokazuje, że ten system może być zarządzany tak jak większość dóbr publicznych - w nieformalny, społeczny sposób.
Warszawa jest miastem, gdzie problem korków wciąż pozostaje nierozwiązany, a ulice pełne są szalonych, łamiących ograniczenia prędkości kierowców, piratów drogowych. Jazda na rowerze przez centrum jest często sportem ekstremalnym, a i nawet chodzenie może być niebezpieczne. Przepisy? Zdaje się czasem, że służą one tylko po to, by je łamać. W takiej sytuacji łatwo wyobrazić sobie, czym zakończyłoby się usunięcie znaków drogowych - niechybną katastrofą. Przykład Makkingi pokazuje jednak, że istnieje możliwość wprowadzenia alternatywy dla starych, niezmiennych, niemalże martwych przepisów.
Shuddhabrat Sengupta, jeden z krytyków ruchu Creative Commons twierdzi, że schemat licencji reguluje sferę, która powinna być jedynie pod wpływem niewypowiedzianej, hipotetycznej etyki społecznego dzielenia się i wzajemności. W swoim liście skierowanym do Commons Sengupta pisze: “… w przestrzeni, którą określacie mianem wspólnej, okazało się, że przepisy mówią: korzystaj ze źródeł zgodnie z życzeniem ich twórców, a to, co stworzysz na ich podstawie, opisz licencją, którą sam preferujesz”.
Podobny argument przedstawiła Niva Elkin-Koren w “Creative Commons: A Skeptical View of a Worthy Pursuit” (tłum. Creative Commons: sceptyczna opinia o ruchu godnym uwagi), w którym zauważyła, że licencje Creative Commons, chociaż wprowadzają alternatywny i otwarty model licencjonowania, “umacniają pozycję prawa autorskiego w naszym życiu codziennym”. Pomysł i mechanizm licencjonowania jest przedstawiany osobom, które wcześniej nie rozważały możliwości skorzystania z prawa autorskiego, chcąc udostępnić swoje prace w domenie publicznej. Creative Commons, pisze Elkin-Koren, “może faktycznie wzmocnić skomplikowanie prawa i pozycję własności jako ideologiczne środowisko pracy i regulację schematu prac artystycznych.”
Jeżeli rzeczywiście istnieje “żelazna klatka prawa autorskiego” ograniczająca kulturę, to idąc za tokiem rozumowania tych krytyków, schematy takie jak Creative Commons, promując system prawa autorskiego, pomagają budować tą klatkę. Taki argument jest prawdziwy, dopóki patrzymy na model licencji CC jako na abstrakcyjną ideę. Ten obraz w moim przekonaniu zmienia się, kiedy zwrócimy uwagę na aktualne praktyki licencyjne.
Prawdą jest, że wiemy bardzo mało o tym problemie, jako że nie przeprowadzono do tej pory miarodajnych badań nad otwartymi praktykami licencjonowania. Wszystkie dane, jakimi dysponujemy w tym momencie mają charakter hipotetyczny. Po pobieżnej analizie sposobu licencjonowania treści dostrzegamy, że licencjonodawcy podchodzą do sprawy licencji dużo bardziej swobodnie niż początkowo zakładano. Oglądając losowe przykłady użycia licencji CC, znalazłem prace licencjonowane bez odnoszenia się do konkretnych punktów licencji, jakby istniała prosta “licencja Creative Commons”. Znalazłem kopie i utwory zależne użyte bez odpowiedniego oznaczenia autorstwa, strony z treścią stworzoną przez społeczność przy użyciu licencji CC, jednak tylko częściowo oraz użycie licencji innych niż te umożliwiające zachowanie pożądanych wolności i ograniczeń, i tak dalej.
W pewnej mierze to są błędy spowodowane niewiedzą i te pomyłki mogą być poprawione wraz z pewnym nakładem sił. Jest to także znak, że licencjonodawcy używają licencji CC w niejasny, zupełnie inny niż pierwotnie zamierzano, sposób - wynika to z faktu, że prawie wszystko w internecie jest dostosowywane przez użytkowników dla ich potrzeb i byłoby to zadziwiające, gdyby nie stało się tak również w przypadku licencji CC. Wskazuje to na fakt, że ludzie używający licencji nie są racjonalnymi, kalkulującymi licencjonodawcami, tak jak to sugerują wspomniani krytycy, a także to, że licencje są używane tylko w pewnej mierze jako narzędzia prawne jakimi zostały zaprojektowane.
Alternatywne wzorce licencjonowania w kształcie licencji Creative Commons dezorientują nawet wielu prawników specjalizujących się w prawie własności intelektualnej. Nic dziwnego, że jest to niezrozumiałe dla przecientnego twórcy - pomimo, że sześć licencji CC nie wydaje się wielką liczbą. Ludzie dalej są zdezorientowani, nie potrafią wybrać odpowiedniej licencji i często ich decyzje mogą nie być racjonalne. To, co pozostaje: logo i nazwa Creative Commons, jest uważane za symbole pewnych wartości, takich jak otwartość dzielenia się. Dla wielu ludzi fraza “na licencji CC” jest bardziej znakiem solidaryzowania się z ruchem społecznym i kulturowym, niż oznaczeniem prawnego wzorca licencji.
Oczywiście, nie twierdzę, że ludzie nie chcą, aby ich prawa wynikające z licencji nie były przestrzegane. Nieznaczna liczba spraw sądowych zajmujących się licencjami CC sugeruje, że to społeczność jest teraz zdolna do zarządzania użytkiem jej własności bez uciekania się do formalnych i prawnych mechanizmów. I te nieformalne mechanizmy podchodzą do spraw schematów licencyjnych w sposób, w jaki zwykła osoba rozumie prawo - dużo mniej restrykcyjny.
Licencje CC używają oznaczeń - jednak twierdzę, że te oznaczenia nie są jak znaki drogowe, które regulują ruch na każdym metrze dróg. Przestrzeń wolnej kultury może mieć więcej wspólnego z “wolnym od znaków” miastem Makkinga. Oznaczenia licencji CC w oczach ich użytkowników określają przestrzeń zamazanych przepisów prawnych i większej rozwagi.