Alianckie zbrodnie wojenne podczas II Wojny Światowej
Przez wielu ludzi druga wojna światowa postrzegana jest jako konfrontacja dobra ze złem. Przydziału ról nie muszę oczywiście tłumaczyć. Wiadomo, że złem były w tej wojnie Państwa Osi: III Rzesza wdrażająca w życie zbrodniczy program eksterminacji ras niższych od aryjskiej, Japonia budująca swą Wielką Azjatycką Strefę Dobrobytu poprzez niewyobrażalne brutalną politykę okupacyjną w Chinach, na Filipinach czy Malezji oraz Włochy, mające na sumieniu liczne, dziś całkowicie zapomniane zbrodnie w Etiopii. Dobrą stroną w tym konflikcie naturalnie byli Alianci: waleczni Brytyjczycy wspierani przez narody Commonwealthu, Amerykanie, Francuzi, Polacy oraz (o zgrozo) Sowieci. Zapomina się, że wojna nie jest, nie była i nigdy nie będzie konfrontacją dobra i zła. Może być co najwyżej, cytując słowa generała Eisenhowera: „walką mniejszego zła z większym”.
Chwalebny obraz żołnierzy alianckich mężnie walczących z uosobieniem terroru, okrucieństwa i niewoli, w postaci głównie Niemców i Japończyków został wykreowany przez propagandę sprzymierzonych jeszcze w czasie trwania wojny i w znacznej mierze przetrwał do dnia dzisiejszego. Nic w tym dziwnego, ponieważ to zwycięzcy piszą historię, a ich jak wiadomo nie sądzi się.
Jednak by uniknąć prób manipulacji faktami, często mylnie interpretowanymi należy odpowiedzieć sobie na pytanie czym właściwie w świetle prawa jest zbrodnia wojenna. Wiadomo bowiem, że termin ten był i jest maksymalnie wykorzystywany przez wszystkie walczące strony, w celu osiągnięcia korzyści w „wojnie na słowa”, która jest nie mniej istotna niż tak, prowadzona za pomocą karabinów, zwłaszcza w dobie rozwoju mediów.
Co ciekawe pierwsze pisane normy prawa międzynarodowego (1856 – Deklaracja Paryska, 1864 – Konwencja Genewska, 1868 – Deklaracja Petersburska, 1906 – Konwencja Genewska, 1907 – Konwencje Haskie) nie przewidywały sankcji karnych za popełnienie czynów określanych terminem zbrodni wojennych, czyli m.in. zabijanie i znęcanie się nad ludnością cywilną; zabijanie i złe traktowanie jeńców wojennych; rabunek własności prywatnej; umyślne burzenie miast i wsi czy powodowanie wszelkich zniszczeń nie usprawiedliwionych koniecznością wojenną. Deklaracje te nakładały jedynie na sygnatariuszy obowiązek uregulowania tych kwestii w obrębie własnego prawa. Dopiero w 1919 roku pod wpływem okrucieństw Wielkiej Wojny Komitet dla Spraw Odpowiedzialności ustalił katalog zbrodni wojennych, zaliczając w ich poczet te wymienione wcześniej i wprowadzając konieczność ich sądzenia na forum międzynarodowym.
Tak, więc na ile zgodne z prawdą są oskarżenia wielu niemieckich kombatantów jakoby Alianci podczas „świętego przedsięwzięcia” jakim było pokonanie sił Osi, głównie w Europie dopuszczali się licznych czynów haniebnych, w tym także zbrodni wojennych? W świetle wielu, często przemilczanych faktów wydają się być prawdziwe…
Wizja ostatnich dwóch lat wojny, wykreowana przez propagandę sprzymierzonych pełna jest radości i szczęścia z upragnionego wyzwolenia. Gdy oglądamy filmy dokumentalne z tamtego okresu widzimy wiwatujących na cześć Aliantów mieszkańców Paryża czy Brukseli, zwykłych ludzi obsypujących wyzwolicieli kwiatami, dziękując tym samym za zakończenie długich lat brutalnej okupacji. Oczywiście jest to obraz w znakomitej większości prawdziwy, choć trudno sobie wyobrazić podobne powitanie Aliantów w Caen czy St. Lo, lecz nie przedstawia pełnej rzeczywistości. Ponieważ właśnie na lata 1944-1945 przypada okres eskalacji zjawiska zbrodni wojennych i to niestety głównie w odniesieniu do Sprzymierzonych, głównie za sprawą otwarcia „drugiego frontu” w Europie.
Front Zachodni
6 czerwca 1944 roku siły inwazyjne Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Kanady przystąpiły do desantu na „Festung Europa”. Celem była Normandia, jeden ze słabszych punktów w niemieckiej obronie. Największą w dziejach świata operację inwazyjną miały wspierać trzy dywizje powietrznodesantowe (dwie amerykańskie: 82. i 101. oraz brytyjska: 6.), które zrzucone na kilka godzin przed desantem miały zaatakować siły obrony wybrzeża od strony lądu oraz opanować kilka ważnych strategiczne punktów, umożliwiających utrzymanie i rozszerzenie przyczółka. Jednym z takich punktów było miasteczko Saint-Mere-Eglise, w którym stacjonował niewielki niemiecki garnizon. Żołnierze tegoż garnizonu „wsławili się” strzelaniem do amerykańskich spadochroniarzy nim ci zdążyli wylądować, co było pogwałceniem prawa międzynarodowego (Niemcy podobne praktyki powtórzyli także podczas operacji „Market-Garden” ostrzeliwując lądujących 21 września 1944 roku w okolicy Arnhem Polaków z brygady spadochronowej generała Sosabowskiego). Dodatkowo żołnierze niemieccy mieli urządzić sobie prawdziwe polowanie na spadochroniarzy, których spadochrony zaplątały się na słupach wysokiego napięcia, drzewach czy dachach domów miasteczka. Amerykanów rozstrzeliwano, mimo iż byli praktycznie bezbronni, nie próbując ich nawet uwolnić z uprzęży spadochronów. Za koronny dowód tego barbarzyństwa miał posłużyć przykład sanitariusza ze 101. Dywizji Powietrznodesantowej, którego zastrzelono, gdy bezbronny wisiał na drzewie, a później jego ciało drastycznie zbezczeszczono. Masakra w Saint-Mere-Eglise miała usprawiedliwiać liczne przykłady rozstrzeliwań niemieckich jeńców wziętych do niewoli przez żołnierzy 101. i 82. dywizji. Nie chodzi tu oczywiście o często omyłkowe zastrzelenie wroga, których usiłował się poddać, lecz o rozstrzeliwania jeńców, którzy już zdążyli się poddać i oczekiwali na transport do obozów. Takich samowolnych egzekucji żołnierze obu amerykańskich dywizji powietrznodesantowych podczas walk w Normandii mają wiele. Poznanie skali tego zjawiska utrudnia oczywiście brak jakichkolwiek informacji, bowiem tego typu czyny były przez dowódców ignorowane, a wobec winnych nie wyciągano żadnych konsekwencji.
Warto jednak zastanowić się nad przyczyną „masakry” w Saint-Mere-Eglise. Czy rzeczywiście degeneracja wojska niemieckiego spowodowana latami walk na wschodzie postąpiła do tego stopnia, że umożliwiła dokonanie zbrodni, którą popełnili przecież żołnierze Wehrmachtu a nie SS ? Okazuje się, że przyczyny tego typu postępowania, którego nie sposób usprawiedliwić w żaden sposób leżą nieco głębiej. By mieć pełny obraz tego co wydarzyło się wówczas w nocy z 5 na 6 czerwca 1944 w tym małym, normandzkim miasteczku należy zapoznać się niemieckimi materiałami propagandowymi dotyczącymi alianckich spadochroniarzy. Już podczas walk na Sycylii i we Włoszech odwaga, brawura i bitność amerykańskich i brytyjskich spadochroniarzy zaskoczyła Niemców. Nazistowska propaganda szybko okrzyknęła ich „diabłami w workowatych spodniach” i rozpuszczała informacje jakoby żołnierze alianckich wojsk powietrznodesantowych rekrutowali się z pensjonariuszy szpitali psychiatrycznych oraz więźniów skazanych za najcięższe przestępstwa. Była to oczywiście nieprawda. Armia amerykańska była chyba jedyną armią sprzymierzonych, która podjęła zakrojone na szeroką skalę wysiłki by uniknąć przedostania się w jej szeregi „niepewnych” elementów społeczeństwa. Czuwało nad tym FBI, traktując tą sprawę śmiertelnie poważnie.
Być może tłumaczy to w jakiś sposób zachowanie żołnierzy niemieckich w Saint-Mere-Eglise, lecz nie usprawiedliwia w żaden sposób. Podobnie jak sama masakra w mieście nie usprawiedliwia późniejszych zbrodni alianckich, których podczas samych walk w Normandii było dużo więcej.
Niemal każda jednostka kanadyjska biorąca udział w bitwie normandzkiej obrosła w legendy, dotyczące rzekomych okrucieństw jakich jej żołnierze dopuszczali się wobec nie tylko jeńców, ale także francuskich kolaborantów. Większości z nich nie da się zweryfikować, gdyż przetrwały do dnia dzisiejszego tylko w formie opowiadań z drugiej czy trzeciej ręki. Tak jest w przypadku „wyczynu” żołnierzy pułku kanadyjskiego (frankofońskiego), którzy zdobyli wątpliwą sławę ciągnąć za dżipem przez kilkaset metrów złapaną 6 czerwca 1944 roku kolaborantkę.
Za powstanie większości z tych legend odpowiedzialni są Niemcy, którzy zarzucali Kanadyjczykom masowe rozstrzeliwania jeńców niezależnie od przynależności do Wehrmachtu czy do SS już od pierwszego dnia inwazji. Dopatrywali się w tym swego rodzaju zemsty za pogrom z Dieppe w 1942 roku, co było równie bliskie prawdy co twierdzenie, że Brytyjczycy będą mścić się na żołnierzach Wehrmachtu za straty poniesione w bitwie nad Sommą. Nie zmienia to jednak faktu, że Kanadyjczycy rzeczywiście zhańbili się rozstrzeliwaniem niemieckich jeńców. Lecz ze zjawiskiem tym na naprawdę szeroką skalę mamy do czynienia po masakrze jeńców w Authie, gdzie SS-mani z 12 Dywizji Pancernej SS rozstrzelali 37, w większości rannych żołnierzy z czerwoną naszywką CANADA na ramieniu… Na wieść o tej masakrze, która rozeszła się lotem błyskawicy liczba jeńców niemieckich jakich udało się schwytać Kanadyjczykom gwałtownie zmalała. Trzeba jednak dodać, że za rzeź w Authie skazano dowódcę 12 Dywizji Pancernej SS, a łączna liczba jeńców kanadyjskich rozstrzelanych przez Niemców podczas bitwy normandzkiej nie przekroczyła 200. Za zabijanie strzałem w tył głowy klęczących jeńców niemieckich, jak miało to miejsce choćby w Abbaye d’Ardennes nie osądzono żadnego oficera kanadyjskiego, choć działo się to za ich pozwoleniem. Natomiast liczba zastrzelonych po poddaniu się żołnierzy Wehrmachtu waha się w granicach tysiąca. Zbrodnia zbrodni nie równa?
Gwałtowny wzrost przypadków zabijania jeńców wojennych przez wojska aliantów przypadł też na czas ofensywy w Ardenach, podczas której żołnierze SS ponownie zapisali się w annałach historii rozstrzeliwaniem amerykańskich jeńców. Taki zarzut postawiono m.in. Otto Skorzennemu, ale żadnemu z oficerów alianckich, którzy nieco inaczej rozumieli rozkaz rozstrzeliwania na miejscu dywersantów wroga, ubranych w amerykańskie mundury i rozszerzyli go także na umundurowanego nieprzyjaciela, nie postawiono żadnych zarzutów…
Zbrodnią nie jest tylko zabijanie jeńców. Zbrodnią jest także pozbawienie ich elementarnej pomocy medycznej czy niezapewnienie żywności lub schronienia. A z taką postawą Aliantów mamy do czynienia głównie wiosną 1945 roku kiedy to w ich ręce dostało się najwięcej niemieckich jeńców po bitwach w Zagłębiu Ruhry czy Alzacji. Jednak brak tej elementarnej pomocy wziętym do niewoli żołnierzom nie zależał od trudności logistycznych Sprzymierzonych. Wiosna 1945 roku to czas kiedy Alianci przekroczyli Ren i zaczęli natrafiać na dziwne obozy, które wstrząsnęły nimi do głębi. Jakiekolwiek współczucie wobec Niemców po tym co zobaczyli w Dachau czy Landsbergu prysło natychmiast. Wynikiem tego, dla przykładu była śmierć 18 tysięcy niemieckich jeńców w obozie pod Bretzenheim, których trzymano pod gołym niebem bez jakiejkolwiek pomocy sanitarnej czy medycznej.
Ogólnie w podobnych warunkach, w innych obozach jenieckich na zachodzie w samym tylko 1945 roku zmarło prawie 50 tysięcy żołnierzy. Natomiast ogólna liczba żołnierzy niemieckich, którzy zaginęli walcząc na zachodnim froncie, a najprawdopodobniej zostali rozstrzelani bądź zmarli w jednym z obozów jenieckich zamyka się w granicach 677 tysięcy. Ta liczba obciąża sumienia zachodnich Aliantów w ich „świętym przedsięwzięciu”. Za zbrodnie jaką jest rozstrzelanie wziętego do niewoli żołnierza czy nieudzielenie mu elementarnej pomocy nie skazał aliancki sąd żadnego ze swych oficerów.
Biorąc również pod uwagę fakt, że Hermanowi Goeringowi postawiono zarzut wykorzystywania sił powietrznych do terrorystycznych ataków na obiekty cywilne (m.in. Warszawę, Rotterdam i Londyn), warto też zastanowić się czy podobnych oskarżeń nie można by wystosować przeciw dowódcom RAF-u i AAF-u, za równie terrorystyczne i zbrodnicze bombardowania cywilnych obiektów w Berlinie, Monachium, Hamburgu, Dreźnie czy wielu innych miastach niemieckich podczas których zginęło setki tysięcy niemieckich cywilów. A dywanowe naloty na Tokio i podpalenie miasta bombami zapalającymi? A atomowy atak na Hiroszimę i Nagasaki? Czyż nie były to zbrodnie nie tylko wojenne, ale nawet przeciwko ludzkości za jakie skazywano wysokich członków SS?
Polacy
Koniecznie należy się również zmierzyć z podobnymi zarzutami jakie stawiane są żołnierzom Polskich Sił Zbrojnych, walczących głównie na zachodzie, bo Ludowe Wojsko Polskie to już zupełnie inna kwestia. Tutaj również źródła czy dowody są znikome i bardziej udokumentowane są niemieckie zbrodnie wobec polskich jeńców aniżeli na odwrót. Mimo to Polakom zarzuca się rozstrzeliwanie jeńców już podczas bitwy nad Bzurą we wrześniu 1939 roku czy rozstrzeliwanie strąconych i wziętych do niewoli niemieckich lotników. Dowodów jednak poza relacjami rzekomych świadków lub osób, które słyszały o tym z drugiej ręki nie ma.
Nieco inaczej prezentuje się kwestia polskich lotników, którzy sami przyznają, że podczas powietrznych zmagać w Bitwie o Anglię zdarzyło się im czy ich kolegom strzelanie do nieprzyjacielskich pilotów, którzy szybowali na spadochronach ku ziemi po ewakuacji z zestrzelonego samolotu. Zaznaczają przy tym, że takie praktyki rozpoczęli Niemcy i to już we wrześniu 1939 roku, a oni tylko się im rewanżowali.
Lecz najcięższy zarzut, popełnienia jednej z największych jednorazowych zbrodni aliantów na jeńcach wojennych ciąży na „pancerniakach” 1. Dywizji Pancernej generała Maczka po bitwie pod Chambois. Amerykański historyk Steven Ambrose w swojej książce „Obywatele w mundurach” zawarł relacje kapitana armii amerykańskiej Watersa, który po bitwie pod Chambois miał odebrać od Polaków 1500 niemieckich jeńców. Jednakże pancerniacy Maczka przyprowadzili ledwie 200. Gdy zdziwiony Waters zapytał gdzie reszta Niemców usłyszał w odpowiedzi od polskiego kapitana, że została rozstrzelana, a na tych, których przyprowadził zabrakło amunicji. Czy możliwe jest by Polacy rozstrzelali już po zakończeniu bitwy 1,300 niemieckich jeńców? Wszystko wskazuje na to, że tak. Sam generał Franciszek Skibiński przyznał w swych wspomnieniach, że „kwestia jeńców w pewnym momencie wymknęła się nam z pod kontroli”. Gdy dodamy do tego relacje poszczególnych żołnierzy Maczka, którzy otwarcie mówią, że SS-manów i żołnierzy mających w książeczce wojskowej zapisany udział w kampanii 1939 roku rozstrzeliwali na miejscu, uzyskujemy ciemny cień jaki rzucają te wydarzenia na obraz naszych sił zbrojnych podczas II wojny światowej. A nie był to niestety „wybryk” jednorazowy…
Podobne zarzuty ciążą na żołnierzach II Korpusu generała Andersa i to w chwilach ich największej chwały, podczas bitew o Monte Cassino i Bolonię. Pierwsza dotyczy rzekomej masakry jakiej dopuścili się polscy żołnierze na rannych niemieckich spadochroniarzach podczas zajmowania klasztoru na Monte Cassino. W historii tej jest więcej pytań niż odpowiedzi i często wiąże się ją z odkryciem w krypcie św. Benedykta przez patrol z 12 Pułku Ułanów niewielkiego, zaimprowizowane szpitala, w którym znajdowało się trzech rannych. Żaden z nich jednak nie został zastrzelony i szybko udzielono im pomocy medycznej, co potwierdza jeden z tych trzech rannych niemieckich żołnierzy – Robert Frettlohr. Czy możliwe jest, że Polacy dokonali wspomnianej masakry na jakimś innym zdobytym szpitalu podczas tej bitwy? Czy cała historia to tylko wymysł niemieckiej propagandy? Tego nie wiemy i prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, lecz nie zmienia to faktu, iż jest to możliwe. Dużo więcej wiemy dziś o rozstrzeliwaniu niemieckich jeńców i żołnierzy usiłujących się poddać w drugiej sztandarowej bitwie II Korpusu, a mianowicie bitwie o Bolonię. Generał Rakowski wydał wówczas rozkaz następującej treści:
Znaleziono ciała majora Czarneckiego i sierżanta Rzechowskiego. Zostali po wzięciu do niewoli zamordowani: maja poderżnięte gardła, wydłubane oczy, ucięte uszy. Rozkazuje nacierającym moim oddziałom: - nie dawać pardonu jeńcom. Podpisał - dowódca “Grupy Rak”, Rakowski, generał brygady
Jak skrupulatnie podkomendni generała Rakowskiego zastosowali się do tego rozkazu dodawać chyba nie trzeba. W tych ostatnich tygodniach wojny, wielu polskich żołnierz splamiło swój honor rozstrzelaniem jeńców. I znów żaden z odpowiedzialnych za te zbrodnie nie stanął przed sądem.
„Wojnę wielbi ten, kto nigdy jej nie poznał” – jak powiedział kiedyś Erazm z Rotterdamu. I rzeczywiście młode pokolenie, nie pamiętające tamtych dni, wyrastające na hollywódzkich produkcjach, w których II wojna światowa przedstawiana jest bardziej jako wielka przygoda niż brutalna, nieludzka zezwierzęcona walka, zdaje się ulegać przeświadczeniu, że był to konflikt „tych dobrych” ze „złymi”. Zbrodnie „tych dobrych”, jakie niewątpliwie miały miejsce są tematem tabu, a dyżurną odpowiedzią na nie jest: „Bo Niemcy rozstrzeliwali czy bombardowali pierwsi.” Jest to tłumaczenie nad wyraz żałosne. Zapomina się, że zbrodnia nie może usprawiedliwiać zbrodni i, że to miało Aliantów odróżniać od ich wrogów. Niestety. Wykreowany przez propagandę wizerunek żołnierza sprzymierzonych jako rycerskiego wyzwoliciela traci bardziej przy zbywaniu milczeniem tego problemu niż przy zmierzeniu się z nim. Bo na wojnie każda strona popełnia zbrodnie, gdyż już samą wojnę można w poczet zbrodni zaliczyć.
W artykule opierałem się na informacjach zawartych w
- książce Aleksandra McKee „Caen – droga do zwycięstwa”,
- artykule Grzegorza Czwartosza „Zwycięzców nie sądzi się”, opublikowanego w Polsce Zbrojnej,
- książce T. M. Czerkawskiego, „Byłem żołnierzem generała Andersa”.
sierpień 24th, 2007 at 18:21
Świetny artykuł. Dowiedziałem się wielu rzeczy o których bym się chyba nigdy nie dowiedział. Pozdrawiam.
wrzesień 1st, 2007 at 9:17
Bardzo ciekawe, ale większość zarzutów nigdy nie zostanie potwierdzona. Mimo to
uważam, że żołnierze aliantów nie powinni stawać przed sądem za rozstrzeliwywanie
jeńców. Niemcy za rozstrzelanie jakiegokolwiek człowieka będącego obywatelem państw
wrogich dostawali awans albo urlop, a alianci mieliby stawać przed sądem? Nie, to
chyba nie w porządku. Niech Niemcy się cieszą, że zostali bardzo łagodnie
potraktowani w przeciwieństwie do tego co oni wyrządzili innym.
listopad 2nd, 2007 at 15:22
Piękny artykuł ale polacy mieli za co ich zbijać amerykańskich cywilów niemcy nie zabijali w obozach a naszych tak
luty 13th, 2008 at 3:45
Artykul sam sobie zaprzecza. Mamy pamietac ze to byla nieludza zezwierzecona walka? A jednoczesnie szukac niesprawiedliwosci w tym ze za rozstrzeliwanie niemieckich jencow nikt nie poniosl odpowiedzialnosci? Zgadzam sie przemkiem ze Niemieccy zolnierze powinni sie cieszyc chociazby z tego w jaki sposob zostala im wymierzona kara smierci. Pamietajmy ze to byli tylko LUDZIE i amerykanie nie robili nic innego jak brali odwet za to co Niemcy robili wczesniej. Oczywiscie idealnie byloby gdyby nastawili drugi policzek i nie robili krzywdy dalej nikomu. Ale z tego wynika ze wszystkie panstwa powinny dac sie najechac Hitlerowi i klaniac sie mu aby nie miec “zhanbionej” opinni brania udzialu w wojnie:/ To byla wojna a to byli tylko ludzie! A tyczy sie to glownie polakow ktorzy mordujac niemieckich jencow mieli najczesciej w pamieci to co SS zrobilo niedawno z kims z ich rodziny otoczenia czy znajomych:/ polacy wiedzieli od dawna o oswiecimiu wiedzieli jako pierwsi w europie na co stac niemcow. Do tego chcieli pewnie nacieszyc sie ta niepodlegloscia przynajmniej chociaz te pol wieku:/ Pamietajmy tez ze szala zwyciestwa przewazala sie na stone aliantow ale nie przewazyla wiec dochodzila dodatkowa mobilizacja aby “zlo” nie powrocilo i zapanowal spokoj bez Hitlerowskich Niemiec.
P.S. Poza tym nie rozumiem tego zdziwienia spowodowanego brakiem konsekwencji wobec zbrodniarzy alianckich. Zwyciezcy po wojnie ustalaja zasady i tworza historie i dziekujmy Bogu za takich zwyciezcow a nie innych;) Trudo zeby po tak meczacej i brutalnej wojnie alianci zaczeli jeszcze masowo oskarzac swoich “bohaterow” za rozstrzeliwanie jencow. Tymbardziej ze takie zachowania zainicjowala druga strona konfliktu i niestety ale jest to usprawiedliwienie bo jak chociazby zareagowalaby na to opinia publiczna? Nie bylaby zadowolona z tego co robi sie z ich bohaterami wiedzac ze brali oni tylko odwet za swoich BRACI:/
marzec 2nd, 2008 at 11:32
Oko:
Artykuł sobie nie zaprzecza. Nie szukam niesprawiedliwości, lecz jedynie zwracam uwagę, że wojna ta nie była “szczytną ideą” walki dobra ze złem jak to się niekiedy uważa. Obie strony popełniały zbrodnie i to staram się w toku tego artykułu udowodnić. Nie chcę nikogo oskarżać czy bronić, po prostu pisze, że żadnemu z winnych zbrodni wojennych popełnionych na Niemcach nie postawiono nigdy żadnych zarzutów. A czy jest dla tego usprawiedliwienie ? Czy zbrodnia może usprawiedliwiać zbrodnię ? Nie chcę tutaj bronić Niemców i wskazywać jacy są biedni i pokrzywdzeni. Staram się udowodnić jedynie, że historia napisana przez zwycięzców jest nieco zniekształcona i jej dokładniejsze zbadanie jest zadaniem dzisiejszych historyków; niezwykle trudnym zadaniem, gdyż źródeł dotyczących tych wydarzeń jest bardzo mało.
Mam nadzieję, że mimo tego wszystkiego udało mi się zainteresować Czytelników tym tematem.
Pozdrawiam.
marzec 3rd, 2008 at 16:11
Mam do tego chyba bardziej praktyczne podejscie. Dla mnie wojna rzadzi sie swoimi prawami i epizody typu mordowanie jencow nie przestrzeganie praw ludzkich sa jej czescia. Zbrodnia nie usprawiedliwia zbrodni? no ok… w takm razie alianci do dzisiaj by tej wojny nie skonczyli… no bo przeciez naloty dywanowe… wszelkiego rodzaju bombardowania i rownanie z ziemia miast niemieckich do humanitarnych nie nalezaly…. a zrobic to “trzeba” bylo:/ Uwazam tez ze zbrodnia zbrodni nierowna i trzeba podkreslac ze Niemcy mieli na koncie ich o wiele wiecej i to wszelkiego rodzaju takze na ludnosci cywilnej, stosowali je na szersza skale w wiekszosci przypadkow. To rzuca inny obraz. Oczywiscie to dalej nie jest usprawiedliwieniem ale tak jak pisalem… najpiekniej byloby dac sie najechac i nie znizyc sie do poziomy agresorow nie prowadzac wojny wogole.
Rozumiem intencje autora, tylko bardzo ciekzo mi zaakceptowac rozliczanie aliantow ze zbrodni wojennych bo mimo wszystko bede zdania ze niemcy sami sobie byli winni. Moze to i dziecinnie brzmi ale od poczatku wojny nawet nie dali szansy sprzymierzonym rewanzowac sie honorowym zachowaniem. Bo juz w 39′ mialy miejsca zbrodnie na ludnosci polskiej.
Zainteresowac tematem faktycznie autorowi sie udalo:D
czerwiec 21st, 2008 at 9:24
Bardzo mi się podoba sposób w jaki autor przybliżył temat zbrodni. Napisał, że zbrodnia nie powinna być usprawiedliwiona inną zbrodnią, a większość osób nadal pisze, że powinni sie cieszyć za swoje zbrodnie. Jeśli członek Wehrmachtu popełnił zbrodnie to czemu miał za to zapłacic inny żołnierz?? Powinno sie pamiętać o wszystkich zbrodniach, zarówno niemieckich, o których jest głośno, jak i o polskich lub brytyjskich, o których mało kto pisze.